poniedziałek, 20 maja 2019

Tosca


  W końcu złapałem tego bakcyla za nogi i już nie wypuszczę. W niedzielę miałem swój debiut w Operze Śląskiej w Bytomiu. Oczywiście debiut na widowni. Piękna sprawa, wziąwszy pod uwagę fakt, że sam gmach opery jest wyjątkowo okazały, wnętrze wręcz przytulne, a i spektakl z kilku powodów wyjątkowy.

Po pierwsze: Giacomo Puccini.
Po drugie: Tosca – w oryginalnej wersji językowej. Aby przybliżyć widzom libretto, nad sceną był wyświetlacz z polskim tłumaczeniem aktualnie wykonywanych kwestii. Coś dla mnie, bo włoskiego też nie znam.
Wreszcie po trzecie: był to spektakl z okazji Jubileuszu 35-lecia pracy artystycznej i 60-tych urodzin Aleksandra Teligi, występującego w roli okrutnego Scarpia (bas). Nie sposób tu wymieniać wszystkich jego sukcesów, warto jednak dodać, że mają one światowy wymiar. Od mediolańskiej La Scalii, gdzie występował trzydzieści sześć razy, przez niemal wszystkie stolice świata, na Tokio skończywszy. Nie mam zamiaru zanudzać wyliczaniem nagród, jakimi został obsypany w czasie swej artystycznej kariery, dość, że warto było go zobaczyć, a przede wszystkim posłuchać. Bez wątpienia warto było też posłuchać Moniki Cichockiej w roli Tosci (sopran), szczególnie w jednej z najpiękniejszych arii tej opery, Vissi d’arte. Całość dopełniał Maciej Komandera w roli Cavaradosii (tenor), pierwszy, który swą arią Recondita armonia wzbudził prawdziwy aplauz widowni. No i nie można zapomnieć o dyrygencie Warcisławie Kuncu, któremu w wyjątkowo ekspresyjnym fragmencie muzycznym wypadła pałeczka z dłoni na sam środek sceny, a co go w żadnej mierze nie speszyło.



Od lewej Maciej Komandera, Monika Cichocka, Warcisław Kunc i Aleksander Teliga

  Niestety, nie wolno nagrywać w czasie spektaklu, dlatego nie będzie tu żadnego muzycznego fragmentu. Chętnych odsyłam do YouTube (wystarczy kliknąć na tytuły tych arii w notce), gdzie wprawdzie nie znajdziecie tego, czego słuchałem na żywo, ale przynajmniej można pojąć o czym piszę.


13 komentarzy:

  1. Włoski jest prosty, bo ma takie samo tempo jak polski. :) Łatwiej byłoby Ci się nauczyć, mógłbyś też poczytać co tam się pisze o uchodźcach... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bodajże wczoraj czytałem jakąś reklamę urządzenia, które nie tylko tłumaczy z najważniejszych języków europejskich na nasze, ale podpowiada jak samemu mówić w języku obcym. Mam dość sceptyczny stosunek do reklam, ale... może się okazać w niedalekiej przyszłości, że takie translatory będą równie, jeśli nie bardziej precyzyjne niż Twoje zdolności. I to wcale nie zakrawa na science fiction. Mnie to już wiele nie ulży, ale może się okazać, że Twój wysiłek włożony w naukę będzie psu na budę ;)

      Usuń
    2. Osz, cholera... Mogłem się nie uczyć ...

      Usuń
    3. Pół wieku wstecz czekało się godzinami w kolejce na poczcie, by połączyć się z kimś telefoniczne, i miałeś szczęście, jeśli coś usłyszałeś, albo ktoś Cię usłyszał. Aby od kogoś dostać wiadomość tekstową, potrzebny był znaczek pocztowy i sporo cierpliwości liczonej w dniach...
      Jutro (choć to pojęcie względne) będziesz mógł pogadać z Chińczykiem nie ruszając się z domu i to bez słownika poprawnej chińszczyzny ;)

      Usuń
  2. Asmo
    Zmieniasz Swoje zapędy, czas na zmianę poglądów (hm...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to pewnie nie ma co liczyć... :D

      Usuń
    2. Ninel, tu przyznam rację Radkowi. Na to naprawdę się nie zanosi ;)

      Usuń
  3. A która jest lepsza? Swojska Halka, czy makaroniarska Tosca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam takiego pojęcia „lepsza” w stosunku do opery. Chyba, że masz na myśli coś innego?

      Usuń
  4. Cieszę się Twoją radością, ale zachwytów nie podzielam, bo nie znoszę opery. Nudzi mnie śmiertelnie :) Kocham natomiast balet, czy taniec w ogóle. Takie występy przeżywam mocno i wychodzę oszołomiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz osobistych preferencji. W balecie uwielbiam baletnice, męscy tancerze budzą mój niesmak ;) Rozumiem, że Twój odbiór będzie diametralnie różny od mojego... ;)

      Usuń
  5. Bardzo dużo rozumiem z włoskiego bo uczyłam się łaciny. Co prawda w naturze to oni mówią z szybkością karabinu maszynowego. No to sobie poucztowałeś. A jak tam ze zdjęciem???
    Tu tez jest stosowany wynalazek z napisami w języku widowni w trakcie spektaklu. Dla mnie to zerowe ułatwienie, bo to wszak niemiecki;)
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcelina nie występowała, a obiecałem fotkę tylko z nią ;)
      Ja też nie pomogłyby niemieckie napisy. Dziś mógłbym się tylko domyślać sensu zdań na podstawie niektórych zapamiętanych słówek.

      Usuń