środa, 31 lipca 2019

Jazda na gapę bez trzymanki


  Rzadko korzystam ze środków komunikacji miejskiej. Niedawno miałem okazję. Nawet usiadłem bo wolne miejsce było. Już na następnym przystanku weszły kanary. Spokojnie, miałem bilet, choć ulgowy, bo mi się należy z racji wieku. Za rok będę mógł jeździć bez biletu, wystarczy imienna legitymacja emeryta. Gdyby ze mną jechał wnuk, on bilet już musi mieć. Tymczasem kontrolerzy złapali kobietę bez biletu. Nie bardzo rozumiem tych gapowiczów. W końcu nawet bilet za trzy złote to dużo mniej niż dwieście złotych mandatu, a ona na biedną nie wyglądała. Dwie torby zakupów siedziały na siedzeniu obok. Nie stać mnie było nawet na drobne współczucie.

  Załóżmy hipotetycznie, że marszałkowi Kuchcińskiemu darmowe i prywatne przeloty rządowym samolotem się należą ze względu na wiek i stanowisko, choć wątpię czy lotnictwo wojskowe stosuje tę samą zasadę, co Śląskie Tramwaje. Nawet nie wiem czy cywilne lotnictwo. Ale jego, nawet ta najbliższa rodzina ewidentnie latała samolotem na gapę. Kuchciński wyłgał się 15 tys. na cele charytatywne, które będzie mógł sobie odpisać od podatku, tymczasem jeśli przyjąć proporcje mandatów, powinien zapłacić siedemdziesiąt razy tyle, za każdego członka rodziny z osobna. Nieformalny naczelnik państwa polskiego J. Kaczyński szybko zarządził taryfikator za loty członków rodziny rządzących, ale czy prawo dział wstecz? Panie Kuchciński, jeśli nie działa, a na pewno nie dział, jesteś pan nadal winien budżetowi tak pi razy oko milion złotych minus te 15 tys., które pan podobno już wpłacił. Budżetowi, a nie organizacji charytatywnej.

  Według mnie i redaktorów rzeczpospolitej.pl sprawa ewidentnie kwalifikuje się do prokuratury, bo to nie jest przewinienie a przestępstwo, za które podobno grozi nawet osiem lat więzienia. Tymczasem marszałek Kuchciński wciąż paraduje po korytarzach Sejmu z dumnie podniesioną głową, strasznie obrażony na świat, i nie odpowiada na pytania dziennikarzy. On z motłochem nie będzie się zadawał, a jak będą zbyt nachalni, wyłączy znów jakąś sieć korytarzy dla tych pisarczyków z niepublicznych mediów, bo publiczne usłużnie mu się nie narzucają. Portal rz.pl przypomniał podobną sytuację za koalicji PO-PSL: „Kiedy Bogdan Klich, minister obrony rządu PO-PSL latał wojskową CASĄ, choć mógł, do domu w Krakowie omal nie stracił stanowiska. Opozycja (PiS) chciała ukrzyżować premiera Donalda Tuska, że rządowym embrarerem podróżował (sam) do rodzinnego Gdańska na weekendy generując ogromne koszty. Tusk przesiadł się więc do rejsowych samolotów1.

  PiS obiecywał walczyć z pychą i rozpasaniem rządzących. I walczy, pokazując jak nowa kasta udzielnych książąt robi to po stokroć z większą butą. Doszło do tego, że pan Kuchciński nie wykonuje wyroku Sądu Administracyjnego Rzeczpospolitej w sprawie list osób rekomendujących kandydatów do KRS. Nazwa „Prawo i Sprawiedliwość” brzmi dziś jak szyderstwo.





wtorek, 30 lipca 2019

Pobłogosław Panie te dary


  Jednym z głównych argumentów polskiego katolicyzmu przeciw zgniłemu Zachodowi jest szerzący się konsumpcjonizm. Od razu wyjaśnię znaczenie tego trudnego i wieloznacznego słowa: „postawa polegająca na nieusprawiedliwionym zdobywaniu dóbr materialnych i usług, lub pogląd polegający na uznawaniu tej konsumpcji za wyznacznik jakości życia (lub za najważniejszą, względnie jedyną wartość) – hedonistyczny materializm1. Innymi słowy, szatan w czystej postaci, wróg świętej ascezy i skromności.

  Tymczasem w minioną niedzielę z okazji dnia św. Krzysztofa, patrona kierowców, miało miejsce dziwne wydarzenie2 na Śląsku, dokładnie w Tychach, dawnej, komunistycznej stolicy motoryzacji (FSM). Biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej Grzegorz Olszewski po uroczystej Mszy świętej, jeszcze uroczyściej pobłogosławił i poświęcił wypasione fury (samochody), które zjechały się z całego województwa. Utworzyły szczelny szpaler na ulicach tak, aby biskup w odkrytym kabriolecie, prosto z fabryki Mercedesa, mógł je wszystkie ochrzcić w intencji bezpieczeństwa na drogach oraz trzeźwości i odpowiedzialności kierujących (sic!)




  Akcja wydaje się być potrzebna, bo tydzień wcześniej w jeden weekend zginęło 39 osób, 519 zaś zostało rannych. Jest jednak mały szkopuł. Ta akcja w Tychach trwa od ponad dwudziestu lat, a te liczby wcale nie maleją. Oddam jednak sprawiedliwość, co by się działo, o ile większe byłyby te liczby, gdyby tego błogosławieństwa nie było? Przyznam szczerze, z racji wieku powili zaczynam czuć się niepewnie na drogach. Większość szaleńców na drogach ma pozawieszane różańce, krzyżyki i medaliki, dzięki którym... to oni czują się bardziej bezpieczni. Bóg, poprzez to błogosławieństwo nad nimi czuwa, nawet przy 130 km/godzinę w terenie zabudowanym (patrz: poseł Zbigniew Dolata z PiS).




Przypisy:


niedziela, 28 lipca 2019

Ślōnsko godka: Jest lepiej a nawet gorzej


  Skonfrontowałem dwa tytuły artykułów z różnych portali: „Polakom żyje się coraz lepiej! Spada liczba rodzin korzystających z pomocy społecznej” oraz „Raport GUS obala mit o efektach 500 plus. W Polsce przybywa skrajnej nędzy”. Po przeczytaniu, pierwszego siłą rzeczy trudno nie przyklasnąć rządowi, po lekturze drugiego – konsternacja. Ja myślę, że moi czytelnicy już w tym momencie nie będą mieli kłopotów z wytypowaniem portali, na których te artykuły się ukazały.

  Miałem w pracy kumpla po fachu, sztygara, choć w innym oddziale. Często razem składaliśmy raport szefom i lubiłem słuchać tych jego. To miało taki schemat:
- Zrobiłem to, to i tamto...
- A dlaczego to nie zrobione?
- To Kowalski spie...lił.
Tytułem wyjaśnienia, sztygar żadną pracą fizyczną się nie kalał. Ta anegdotka przypomniała mi się właśnie w związku z pierwszym artykułem, gdzie czytam: „Od czasu wprowadzenia programu 500 plus polskim rodzinom po prostu żyje się lepiej. Potwierdzają to zarówno badania opinii publicznej, jak i nasze statystyki”; „Liczba rodzin z dziećmi objętych pomocą społeczną spadła natomiast o 11 proc. Oznacza to, że w 2018 r. pomocą społeczną objęto o 43 354 rodzin z dziećmi mniej niż rok wcześniej”; „W 2018 r. świadczenia pobierało o ponad 43 tys. rodzin z dziećmi mniej niż rok wcześniej! Minister oceniła, że wpływ na spadek liczby rodzin objętych pomocą społeczną ma m.in. program Rodzina 500 plus”; itd., itp. Ten hurra optymizm jest oczywiście oparty na rządowych badaniach. Ogólny wniosek jest taki, że wszystkie działania rządu, i tylko rządu, przyczyniły się do znacznej poprawy naszego życia, tak bardzo, że coraz mniej osób musi korzystać z Ośrodków Pomocy Społecznej. Jest tylko jeden mały drobiazg, o którym nikt nie wspomina. Owe „plusy” przyczyniły się do tego, że wielu przekroczyło, zazwyczaj o kilka, kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt złotych próg dochodu, który upoważnia do korzystania z pomocy tego Ośrodka.

  Drugi artykuł pochodzi z portalu, który podobno zawsze kłamie, więc nie wiem czy tak jest naprawdę, ale tam jest trochę inna opinia o stanie zamożności społeczeństwa: „Jak wynika z ostatniego raportu GUS, w Polsce rośnie skrajne ubóstwo. Świadczenia i zasiłki, a nawet 500 plus wcale nie zmieniają sytuacji tych, którzy żyją za 6 zł dziennie”; „Z badania wynika, że wzrasta liczba osób dotkniętych skrajnym ubóstwem, czyli żyjących na poziomie minimum egzystencji”; „Po 2016 roku na chwilę zasięg ubóstwa został ograniczony przez świadczenie wychowawcze 500 plus. Teraz bieda się rozrasta”; „Największe zaskoczenie: ubóstwo najwyraźniej zwiększyło się w rodzinach... utrzymujących się ze świadczeń. Odsetek skrajnie ubogich zwiększył się z 10,4 do 14,1 proc.”; „Jeszcze bardziej tragiczna jest ocena polskiej biedy zawarta w raporcie stowarzyszenia Wiosna realizującego projekt "Szlachetna paczka" - w co piątej rodzinie włączonej w ich program ubodzy mają do dyspozycji dziennie 6 zł 70 gr. Tak żyje około 1,5 mln osób”, itd. Pewnie po wprowadzeniu 500 plus na pierwsze dziecko, sytuacja znów zostanie na jakiś czas powstrzymana, problem w tym, że obszar ubóstwa zmienia swój charakter. To już nie dzietne rodziny, a rodziny bezdzietne, osoby samotne, renciści i emeryci nawet ze sławetną 13-tką. To ich najbardziej dotyka wciąż rosnąca inflacja, na dziś średnio rzędu sześciu procent w artykułach spożywczych, choć wzrost cen niektórych podstawowych produktów żywnościowych sięga 70-80 procent w skali roku. Kto jest temu winien? Pewnie ów Kowalski z anegdoty powyżej.

Specjalnie dla Radka: ten wykres zamieściła "Wyborcza" we wskazanym przeze mnie artykule.

  Z innej beczki, aby uzmysłowić czym jest propaganda rządzących. Pan premier Morawiecki startuje jako jedynka w Katowicach. W związku z tym udzielił wywiadu w Radiu RMF FM, gdzie palnął taką mową: „W gwarach lokalnych jest ukryta miłość do tradycji, do kultury i bardzo to szanuję. W gwarze śląskiej ukryta jest piękna staropolska mowa, piękna polszczyzna [sarkastycznie faktycznie ukryta – podkreślenia i dopisek mój, Hanysa z dziada pradziada](sic!). Tymczasem w czerwcu br., czyli ledwie dwa miesiące wcześniej Sejm, głosami wszystkich posłów PiS, odrzucił projekt Ustawy o uznane języka śląskiego za język regionalny...







czwartek, 25 lipca 2019

Stop gender i homo – w ZOO


  Już pisałem, że nie cierpię pomidorów. Ma to podłoże stricte smakowe i nie będę się nad tym rozwodził. Można nie lubić jakiegoś produktu ze względów skojarzeniowych? Można. W młodości mieliśmy taką sąsiadkę, która nie jadła jaj nie tylko w postaci samych jajek, ale i tych potraw, które zawierały jajka – tu: makarony, panierki, ciasta itp. Kto zgadnie dlaczego? Powód był iście kuriozalny. Białko w surowej postaci kojarzyło się jej ze... spermą, i czy ono przybierało inną formę po przetworzeniu, było już dla niej bez znaczenia.

  Pamiętacie tę panią radną, której nie podobał się w ZOO pewien osiołek, nadmiernie rozbudzony erotycznie? Tak, tak, to była radna PiS – Lidia Dudziak, do której podobno przychodziły matki oburzone na zachowanie tego osiołka. I biednego osiołka odseparowano od samic, i należy się cieszyć, że nie wykastrowano. W końcu nie może być tak, aby w katolickim kraju (wtedy rządziła koalicja PO-PSL, co niczego nie zmienia) zwierzęta kopulowały publicznie, siejąc zgorszenie i to przed dziećmi! A wszystko dlatego, że niektórym seks źle się kojarzy, jak tej sąsiadce jajko ze spermą.

  Na katolickim portalu znalazłem skandalizujący tekst o pewnej akcji „Różnorodność seksualna w świecie zwierząt” zorganizowanej w ZOO, która przedstawia te gatunki zwierząt, które nie tylko dopuszczają się aktów homoseksualnych, ale są przykładami gender i wielopłciowości. Są na niej przykłady tych zwierząt, które młode wychowują pary jednopłciowe, w tym również pary samców. Tu, jako wtręt skojarzeniowy, przypomina mi się wypowiedź pani zagadniętej przez prawicowego reportera na marszu równości w Białymstoku (z pamięci): w Polsce też dzieci wychowują pary jednopłciowe - mama i babcia. No mówię Wam zgroza, tym bardziej, że na ten pokaz w ZOO wstęp jest darmowy i bez ograniczenia wieku oglądających. Czego tam nie pokazano – biseksualne pingwiny, ryby zmieniające płeć, homoseksualne słonie, małpy, lwy i sępy, czy hermafrodytyzm ślimaków. Nawet zwierzęta, które w ogóle seksu nie uprawiają. Jest też powiększenie pewnej bakterii, najdziwniejszej w świecie: Tetrahymena, która występuje w siedmiu (słownie: siedem) różnych płciach i każda może kopulować z każdą.

  To tylko diabeł mógł wpaść na taki pomysł, aby burzyć nam idylliczny obraz mamy i taty. I coś w tym rzeczywiście jest, bo ten pokaz ma miejsce w amsterdamskim Królewskim ZOO, w tym samym mieście, w którym rozłazi się niby zaraza prostytucja, trans, bi i homoseksualizm. A jeśli do tego dodać zmorę gender, należy to miasto omijać szerokim łukiem, bo pewnie kiedyś zaleje je ogień niebiańskiej siarki. Jak Sodomę.






poniedziałek, 22 lipca 2019

Dowcip roku - cnotliwa gwiazda porno!


Pozwolę sobie na małą odskocznię od problemów politycznych. Lato w pełni to i wiadomości jak kiedyś o potworze z Loch Ness. Tym razem trafiła mi się prawdziwa perełka, więc muszę się nią podzielić.

Gwiazda filmów pornograficznych Brittini De La Mora, po siedmiu latach ciężkiej pracy w tej branży, w końcu zdecydowała się odmienić swoje życie. I chwała Panu! Romantyczna miłość zakończyła się sakramentalnym, choć protestanckim ślubem. On pastor, którego Bóg postawił na jej drodze. Niby nic takiego, nawet to, że po ślubie ona zaszła w ciążę.
Tyle, że to jest dość dziwnie, by nie napisać sensacyjnie spuentowane: „Para przyznaje, że czekali z seksem do ślubu. Brittini pisze na Instagramie: jeśli dawna gwiazda porno mogła zaczekać z seksem do ślubu, to każdy może to zrobić” (sic!)
Szczena mi opadała, bo teraz nie wiem, czy to w rzeczywiści nie jest zachęta do udziału w filmach porno przed ślubem?