poniedziałek, 30 września 2019

Traviata vs Norma


  Bogaty weekend miałem. Bogaty duchowo, wizualne i słyszalnie. Wprawdzie odrobinę denerwuje mnie wciskanie się garnitur, białą koszulę i zakładanie chomąta (czytaj: krawat), ale czego nie robi się dla pięknej kobiety. A tu masz babo placek... dwie! W sobotę Marcelina Beucher, w niedzielę Karina Trapezandou Skrzeszewska. Obie nieprzeciętnego talentu sopranistki. Jeśli dodam do tego „Traviatę” Giuseppe Verdiego i „Normę” Vincenzo Bellini, właściwie mógłbym zakończyć jednym słowem – odlot!

  Mógłbym, ale nie zakończę. W sobotę, w Operze Śląskiej w Bytomiu niespodzianka. Spektakl „Traviaty” jest przeniesieniem do współczesności,  jednym z głównych rekwizytów bohaterów są smartfony. To robi wrażenie i uświadamia, że historie miłosne, nawet te tragiczne, nie poddają się upływowi czasu i epok. Scenografia i choreografia bez zarzutu i tym większa chwała solistom, że swoje talenty potrafią wynieść ponad przeciętność. Marcelina Beucher (sopran) w roli Violetty Valery zachwyca nie tylko głosem ale aktorstwem. Dorównuje jej Stanislav Kaflyuk (baryton) w roli ojca Alfredo. Może tylko Maciej Komandera (tenor) w roli Alfredo jest tylko poprawny. Balet i chór dopełniają reszty i to też na najwyższym poziomie. A jeśli dodam, że już po spektaklu „uciąłem sobie” krótką rozmowę z panią Marceliną, nie musze dodawać, że wracałem do domu  w stanie totalnego uniesienia.
Od góry: program; Marcelina Beucher, za kulisami.

  W niedzielę nieco dalej, bo znów do Krakowa, a to wypad niemal na całe popołudnie i do późnego wieczora. Do tej pory nie widziałem „Normy”  Vicenzo Belliniego i w mojej osobistej ocenie wydaje mi się, że trudno o lepszą operę pod względem muzycznym. Na razie takiej nie znam, choć wszystko przede mną. W roli głównej wspaniała Karina Skrzeszewska i w tym spektaklu nie miała sobie równych, choć pojawiła się tam nowa, wschodząca gwiazda sopranu, Agnieszka Cząstka w roli Adalgisy. Nie odbiegał od tych solistek poziomem wokalnym Szymon Kobyliński (bas), ale nie sposób wspomnieć również o orkiestrze pod batutą Tomasza Tokarczyka. Byłem potwornie zmęczony wracając do domu tuż przed północą, ale naprawdę szczęśliwy. Warto było, choć tym razem za kulisami był taki tłok, że do pani Kariny nie można się było dostać.
Od góry: Karina Skrzeszewska; Agnieszka Cząstka; owacje na stojąco; program.


piątek, 27 września 2019

Wyjątkowo intratne stanowisko


  Szukając materiałów na temat Mariana Banasia, prezesa NIK, od dziś podobno na urlopie, trafiłem na dość ciekawy artykuł1. Tytuł tego artykułu brzmi: „Księżą w Krajowej Administracji Skarbowej. Ile zarabiają?”. Po lekturze tego artykułu gębusia wykrzywiła mi się w ironicznym uśmiechu i nie chodzi mi wcale o to, ile ci księża w Skarbówce zarabiają, ale o to, co oni w tej Skarbówce w ogóle robią!?

  Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to doraźna pomoc duchowa w przypadku, gdy Skarbówka wykaże klientowi, że oszukał, nawet jeśli nieświadomie, w zeznaniach podatkowych. Tu nie ma żartów, w takim przypadku błogosławieństwo, jak i ostatnie namaszczenie, jest pilnie potrzebne. Można też przed podejściem do okienka lub do gabinetu na spotkanie z inspektorem śledczym, by wyjąsnić, po co nas wezwano, skorzystać ze spowiedzi świętej, co pozwoli nam uzyskać rozgrzeszenie, choć tylko duchowe, bo Skarbówka raczej nie przebacza. Pracownikom Skarbówki też się taki ksiądz może przydać. W dobie cyfryzacji jakby fizycznie klientów mniej, więc i czasu jakby więcej dla urzędnika. Ten ksiądz duszpasterz pozwoli im wypełnić go modlitwą. Oficjalnie jest mowa, i tu proszę o szczególna uwagę, aby ci duszpasterze, mocą ustawy mogli otoczyć opieką urzędników (sic!), gdyż praca takich urzędników jest mocno stresująca. Cóż, mocą ustawy również wojsko, policja i straż graniczna są otoczone taką duszpasterską opieką. To niejako zrozumiałe, oni narażają swoje życie, ale urzędnik Skarbówki? Prędzej to on naraża życie i zdrowie petentów...

  Teraz już powinno pójść gładko. W następnej kolejności otoczy się taką opieką wszystkich urzędników administracji państwowej, bo okazuje się, że same krzyże w urzędach nie wystarczą. Petentom też się owi duszpasterze przydadzą. Gdy jeden z drugim zaklnie z powodu opieszałości w załatwieniu sprawy, na miejscu będzie mógł się wyspowiadać. Później nauczyciele i przedszkolanki, wszak wiadomo, że to element niepewny, a wpływowy. Katecheta to za mało, on wszak otacza opieką indoktrynacyjną uczniów. Na nauczycieli nie ma już czasu. No i na koniec państwowa Służba Zdrowia, choć wydaje mi się, że powinni ją objąć opieką duszpasterzy przed urzędnikami, bo skoro odmówiono badań profilaktycznych seniorom, śmiertelność w placówkach zdrowia może drastycznie wzrosnąć.

  Według mnie powinno się przede wszystkim otoczyć szczególną opieką duszpasterską, i to z mocy ustawy, niewierzących i zatwardziałych ateistów. Tu dopiero duszpasterze będą mieli pole do popisu. Ich opłacać nie będzie się z budżetu, ale z dodatkowego opodatkowania tych ateistów i niewierzących, a stawki duszpasterzy będą tak wysokie, jak w tej Skarbówce, plus premia za szczególnie oporny element. Na odwyrtkę podatku kościelnego, jaki obowiązuje w Niemczech. Chcesz być ateistą, płać dodatkowy podatek, przecież wierzący nie będą się dokładać do twojego wykształcenia ateistycznego, czy lecznictwa zdrowotnego i opieki duszpasterskiej. Przy okazji wzrośnie nabór do seminariów duchownych, bo duszpasterz z mocy ustawy to – wyjątkowo intratne stanowisko. 


PS. W tekście nadmiernie używam słowa duszpasterz", i jestem tego świadomy, ale po tym artykule, to słowo bardzo mi się spodobało.





wtorek, 24 września 2019

Reminiscencje o krystalicznie czystym lustrze


  Gdy przeczytałem taki tekst: „Trzydzieści lat temu poznałem pana z AK, z Kedywu, z którym się zaprzyjaźniłem jeszcze w latach Solidarności, w latach ’80. Ten pan był samotny, zaprzyjaźniliśmy się i w 2007 roku, prawie po 30 latach, w umowie dożywocia przekazał mi starą kamienicę, którą ja wyremontowałem”, myślałem, że z krzesła spadnę. Świecki a'la Rydzyk się znalazł, któremu to dwa mercedesy bezdomny podarował, i wziął, i umarł.

  Prezes NIK, na razie na urlopie, tak się pląta w zeznaniach, sorry, w przekazach, jak kilkulatek przyłapany na złym uczynku. Już mu internauci wykazali, że kamienicę miał od 2001 roku, i zastanawiają się, czy ten AK-owiec też wziął i umarł po tej umowie na dożywocie? Prezes NIK najpierw zastrzegał, że nie zna żadnych gangsterów sutenerów, że nie wiedział, co się w kamienicy dzieje, a dziś twierdzi, że: „Widywałem go jedynie jak sprawdzałem stan mojej nieruchomości”. Widać sprawdzał kamienicę z lotu ptaka, oczywiście w towarzystwie sutenera i pewnie w rządowym samolocie, bo z ulicy widziałby szyldy i reklamę. Nawet dziennikarzy chciał wsadzić do więzienia za fałszywe oskarżenia, choć ten sutener na oczach dziennikarza dzwoni do Prezesa NIK-u i rozmawia z nim jak z dobrym kumplem.

  Internauci są bezlitośni: „Ma dwa domy, trzy mieszkania, 7 tys. gruntów rolnych – to też pewnie od AK-owców”, inny się żali: „Nigdy nie spotkałem bezdomnego skłonnego oddać mi auto, żołnierza AK chcącego przekazać mi kamienicę, biskupa sprzedającego ziemie po okazyjnej cenie, banku który udzieli kredytu na firmę bez siedziby... Co robię źle?”, i pod tym drugim podpisuję się obiema rękoma. Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski publicznie zapewnia, że Marian Banaś to człowiek krystalicznie czysty, pewnie tak czysty, jak krystalicznie czyste były lustra w pokojach wynajmowanych na godziny. Szef kancelarii Premiera, Michał Dworczyk robi w telewizji za głupka i próbuje wcisnąć kit innym głupkom: „Nie wiem, czy premier, wnioskując o powołanie Mariana Banasia na ministra finansów, był świadomy, że Centralne Biuro Antykorupcyjne kontroluje jego oświadczenie majątkowe”. Czy to znaczy, że mamy nie do końca w pełni świadomego premiera? Cóż, to tylko potwierdza moją o nim opinię. No bo jak to? Ktoś bierze dwu i półmilionowy kredyt pod zabezpieczenie kamienicy, dla firmy, która nie wiadomo czym się zajmuje i gdzie się mieści. No idź człowieku do banku i spróbuj wziąć taki kredyt. Ochrona cię na rękach wyniesie i wyrzuci na zbity pysk na schody.

  I czytam w wPolityce.pl, że „To są właśnie standardy PiS w przeciwieństwie do działaczy totalnej opozycji” komentując oświadczenie M. Banasia o przejściu na urlop. Tylko głupek uwierzy w to, że Banaś to tak sam od siebie, i wziął, i poszedł na urlop. Pewnie był telefon z Nowogrodzkiej, że ta afera może zaszkodzić kampanii wyborczej, bo takie PiS ma standardy, i to nimi próbuje nam się mydlić oczy. Te same standardy zastosowano z marszałkiem Sejmu, też podobno krystalicznie czystym polityku. To nie są standardy, to jakiś fetysz. Coś mi się zdaje, że nabiorę awersji do krystalicznie czystych luster...


niedziela, 22 września 2019

Faul Boży


  Na konwencji PiS we Włocławku, Jarosław Zbaw Polskę stwierdził, co następuje:
„(...) w 2015 PiS zdołał przejąć władzę między innymi dzięki opatrzności boskiej. Naprawdę Bóg nam pomógł...1 i teraz trzeba by się zastanowić, czy nie należałoby tamte wybory unieważnić! To tak jakby teraz przy ewentualnej wygranej PO przyznać się, że im pomogła Merkel zarówno finansowo jak rzucając czary i uroki na polskich wyborców. Tym bardziej obecnymi wyborami powinna się rzeczowo zająć PKW, bo PiS ponownie wzywa Boga do pomocy, dodajmy – nieuprawnionej.

  Choć czy ja wiem? Na którychś mistrzostwach świata w piłce nożnej szamani masowo wspomagali swymi czarami ich drużyny, zaś nasi polscy katolicy modlitwami naszą drużynę, co skutkowało tym samym, czyli niczym. Tylko teraz Bóg ma fory, w Polsce nie ma szamanów, którzy wspomagaliby opozycję, czyli jest to jakiś faul. Bądźmy jednak szczerzy, ja tam nie wierzę w to, że Bóg bierze udział w wyborach, tym bardziej w jakieś Polsce, która i tak ciągle na kolanach pod Krzyżem, czego On sam wcale nie musi wymuszać. My tak sami od siebie, w myśl zasady „Miłuj Boga swego, jak siebie samego, a nawet bardziej”, czego proszę nie mylić w żadnym razie z miłuj bliźniego swego. Za to wierzę, że to Kościół już bez pardonu usiłuje wpłynąć na wynik wyborów jedynie słusznej partii, a przez to przestaje być Kościołem powszechnym, sam się deklaruje jako Kościół PiS i tylko PiS, choć ta partia jeszcze wszystkich postulatów Kościoła nie spełniła. Wszyscy czekają na większość konstytucyjną, aby bez przeszkód wprowadzić całkowity zakaz aborcji, bezwzględny zakaz stosowania antykoncepcji i in vitro, a może i uczynić z kraju nad Wisłą państwo już stricte wyznaniowe.

  Że przesadzam? Sam mam wątpliwości, choć gdy wczoraj znalazłem taki tekst o dobrej zmianie: „[to] prawny zakaz rozpusty, a seks dopuszczalny jest tylko w małżeństwie. Nowelizacja kodeksu karnego przewiduje więzienie za seks pozamałżeński. Pary, które żyją ze sobą bez ślubu, będą mogły trafić do więzienia lub zapłacą grzywnę w wysokości trzech średnich pensji. Wnosić o karę będzie mogła lokalna administracja, zdradzani małżonkowie, rodzice rozpustnych dzieci – lub dzieci rozpustnych rodzicówí2, to ja przez chwilę myślałem (a później nabrałem pełnego przekonania), że ktoś jednak totalnie ocipiał (sorry za wyrażenie, ale tego nie da się inaczej). Już wyjaśniam. Ów tekst ukazał się na portalu Frondy, co niejako wyjaśnia owo ocipienie, i opisuje, jakie prawo chce się wprowadzić w na wskroś islamskiej Indonezji. Opisuje w sposób entuzjastyczny i godny naśladowania. Wprawdzie nie ulega wątpliwości, że redaktorzy tego portalu bardziej kwalifikują się do psychiatryka niż największy debili czy świr (kłania się akcja „nie świruj”), ale choć większość komentarzy jest zdecydowanie krytyczna na taki pomysł, zdarzają się wcale licznie takie, które go popierają. I to z imieniem Boga na ustach.

  Niedawno napisałem w komentarzach, że narodowości amerykańskiej nie ma – naród amerykański to stan umysłu, nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dziś mogę śmiało i z przekonaniem powiedzieć: w Polsce nie ma prawdziwego Kościoła katolickiego – jest Kościół pisowski jako stan umysłu i to tylko w znaczeniu pejoratywnym. Część katolików, ta, która rzekomo nie utożsamia się z takim Kościołem, może się poczuć urażona, ale skoro wszyscy mówią mi, że Kościół to ogół wszystkich wiernych, kleru i hierarchów, to niech sami sobie odpowiedzą na pytanie: do jakiej organizacji należą? Polecam wszystkim jedno zdanie Michnika (tak, tego Michnika), będące parafrazą słów Ewangelii św. Jana: „Duch Boży wieje, kędy chce, i teraz nam źle zawiał”3. Polecam też sentencję pani Środy (tak, tej Środy): „Bóg jest wszędzie, w Kościele jest PiS i jak dla mnie, są to wyjątkowo trafne oceny.