wtorek, 29 października 2019

Wierność jest seksy


  Plotkami się nie zajmuję, nie oglądam i nigdy nie oglądałem serialu „M jak Miłość”, a jednak muszę coś skrobnąć w temacie (nie mylić ze skrobanką). Trafiłem przypadkowo (jak zwykle) na intrygujący artykuł i musiałem sprawdzić w czym rzecz, bo ja plotkarskim portalom, jak przystało na ateistę nie wierzę. Chyba, że przekonają mnie fakty, które nic wspólnego z wiarą nie mają. Tu jest gorzej, bo okazało się, że jednak mają...

  Pani Dominika Ch. (lub F.) podobno świetną aktorką jest, co mi trudno ocenić, gdyż jak wspomniałem serialu „M jak Miłość” nie oglądałem. Zagrała w ponad dwudziestu filmach, ale też jej nie kojarzę. Zaś o żadnej, nie mówiąc już o prestiżowej nagrodzie, nie słyszałem, co dobitnie świadczy o tym, że ze mnie kiepski kinoman. Niektórzy celebryci tak mają, a tu mowa o celebrytce, że im jedna płaszczyzna celebracji nie wystarczy, więc pani Dominika udzielała się też w telewizji, szczególnie od czasu, gdy ta publiczna stała się pisowską. Zamarzyła się jej również kariera polityczna, i tu sukces, z ramienia partii PiS najpierw została Radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Później była porażka w wyborach do Europarlamentu, by zwieńczyć karierę polityczną wejściem do Sejmu IX kadencji. Do tej pory jest więc wszystko w należytym porządeczku, nawet jeśli ja PiS zdecydowanie nie lubię.

  Problem z nią leży w czymś innym, choć ja od razu uprzedzę, w zasadzie i w ogóle, też nic do jej życia prywatnego nie mam. A jednak jest coś, co mnie wręcz szokuje. Nie, nie to, że ma pięcioro dzieci, nawet nie to, że jedno z nich „zrobiła” sobie na boku z innym facetem niż jej osobisty mąż, nawet nie to, że prowadzi w telewizji, program nomen omen „Moda na rodzinę”. Mnie bulwersuje fakt, że stała się promotorką akcji „Wierność jest seksy” (sic!) i radzi małżeństwom, jak być wiernym partnerowi czy partnerce. Coś, jak znane powiedzenie: „Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”, przy czym ja nie chcę się nawet domyślać jakim ogonem, bo przecież diabelskiego nie ma do dyspozycji. W każdym razie z takim w ręku jej nie widziałem.

  Pozwolę sobie odnieść się do jej własnych słów. Twierdziła jeszcze niedawno: „trudno jest wytrwać w monogamicznym związku, który trwa kilkanaście lat”, co miało usprawiedliwić jej zdradę, a z czym akurat się w pełni zgadzam, ale właśnie dlatego w życiu bym się nie odważył udzielać rad, jak wierności małżeńskiej dochować. Jej się podobno odmieniło za sprawą „Dzienniczka” siostry świętej, Faustyny, i tu już napiszę z sarkazmem, trudno o lepszą orędowniczkę i rekomendację... wierności małżeńskiej. Najlepsze jest to, że mąż pani Dominiki w rewanżu też ją zdradził, choć tylko przelotnie i bez konsekwencji w postaci nieślubnego dziecka. Oboje sobie wybaczyli (i dobrze), i teraz świecą świętym przykładem cnoty, jaką jest wierność. Jakem ateista, który uważa, że przykazanie o cudzołóstwie jest najgłupsze z całej dziesiątki Dekalogu, hipokryzja pani Dominiki mnie wręcz poraża. To tak, jakby przez lata zdradzać się nawzajem w małżeństwie, a później udawać, że się nawróciło na moralnie bez zarzutu, jedynie słuszną wiarę. I to byłoby jeszcze w pewnych okolicznościach do przyjęcia, wszak cuda podobno się (nie)zdarzają, tylko na Boga! niech nie będzie jak pies Baskerwilów, który dla odmiany sam się nażarł, a teraz broni innym. Drugie frapujące mnie zdanie pani Dominiki, gdy tłumaczy się jak uratowała swoje małżeństwo: „Poczułam, że zalewa mnie strumień boskiej miłości”. Cóż, dowodzi ono ponad wszelką wątpliwość jednego – pani Dominika wcale nie jest wierna mężowi. Oddaje się teraz duchowej miłości do innego faceta, choć niematerialnego, co niewiele się różni od prawdziwej zdrady. Ciekawe, kto chciałby mieć zakochaną współmałżonkę w innym, a samemu być na drugim miejscu? Licząc dzieci wychodzi, że nawet na siódmym...

  Przydałaby się jakaś puenta, jednak nic sensownego nie przychodzi mi do głowy, ale skoro ten blog jest blogiem politycznym, to może też politycznie? Smutne i przedwczesne odejście pani Anny Sobeckiej z Sejmu grozi nam żałobą. Jednak siostra święta Faustyna, zesłała nam pocieszenie. Do nowego Sejmu z list PiS weszła Dominika Ch. (lub F.), serialowa aktoreczka z piętką dzieci, w tym jedno nieślubne. Może będzie walczyć o prawny zakaz zdrady małżeńskiej z penalizowaniem zdradzających? Nie pomnę kto, ale ktoś już taki pomysł miał...




 

niedziela, 27 października 2019

Sprawa Jamesa Youngera vel Luna




  Portal doRzeczy: „Sąd w Dallas, w Teksasie orzekł przeciwko Jeffreyowi Youngerowi - mężczyźnie, który próbuje chronić swojego siedmioletniego syna Jamesa przed chemiczną kastracją w ramach zmiany płci. Teraz matka chłopca może samodzielnie i pełnoprawnie zmienić go w "Lunę"1.
Superstacja.tv: „Skandal! Sąd zgodził się na operację zmiany płci u 7-latka. Chcą wykastrować chłopca2.
nczas.com: „W odmętach lewackiego szaleństwa. Sąd zgodził się na operację zmiany płci u siedmiolatka. Chcą wykastrować chłopczyka!3.
Fronda.pl: „W Stanach Zjednoczonych trwa bitwa o przyszłość 7-letniego chłopca. Jego opiekunka - bo chłopak urodził się z in vitro... - opętana ideologią gender, chce poddać go operacji zmiany płci4.

  Najbardziejpodoba” mi się czwarty cytat, gdzie zamiast o matce mówi się z obrzydliwością o opiekunce. Rzecz w tym, że to wszystko fake newsy, bo choć jest sprawa Jamesa, to wcale nie o to, czy poddać go kastracji, czy nie. Faktycznie urodził się jako bliźniak po zabiegu in vitro, ale nie sposób ustalić, czy ma barta, czy siostrzyczkę, bo tu też brak zgodności. Natomiast pewne jest, że James ma tendencję do ubierania się w dziewczęce ciuszki, choć nie zawsze, gdyż to zależy od nastroju chłopca. Lekarze specjaliści ustalili, że występuje u niego „płynność płciowa” w sferze psychiki, czyli nic innego, jak ów diabelski gender. Zgrzyt nastąpił między rodzicami. Matka jest za tym, aby James stał się Luną, ojciec temu stanowczo się sprzeciwia i chce te dziewczęce ciągoty u niego wyplenić. Małżonkowie się rozeszli i rozpoczął się proces o uznanie praw do dziecka, który prawicowe media okrzyknęły procesem o kastrację (sic!) Wyrok miał zapaść 24 października... Wyrok o prawa do dziecka, a nie dotyczący zmiany płci.

  Myślicie, że to koniec galimatiasu? Nic podobnego. Jak podaje TVP Info proces wygrała matka. „Wolą kobiety [znów nie matka – dopisek mój] jest też to, by od teraz James nazywał się Luna. Sąd wydając taki werdykt zobligował jednocześnie ojca chłopca do tego, by uznał swojego syna jako dziewczynkę i zwracał się do niej nowym imieniem. Mężczyzna musi też brać udział w lekcjach dotyczących gender i transseksualizmu5. Straszne! Ale z kolei na portalu Stefczyk.info czytam: „W zaskakującym wyroku sędzia teksańskiego sądu zignorował wolę ławy przysięgłych i przyznał Jeffreyowi Youngerowi, [czyli ojcu – dopisek mój] prawa do opieki nad synem, któremu matka chce zmienić płeć6. Być tu mądrym i pisz wiersze... No dobrze, większość portali pisze, że proces wygrała matka, przy czym mają one alarmującą formę, bo ma być on jednocześnie zgodą na chemiczną zmianę płci, co jest też ewidentnym kłamstwem. Nawet gdyby Jamesa potraktowano blokerami dojrzewania, a póki co nie wchodzi to na razie w rachubę, to do zmiany płci jeszcze bardzo daleko, i nie bez zgody już pełnoletniego Jamesa.

  Warto się zastanowić, po co w naszym kraju robi się taką wrzawę wokół tej sprawy, uciekając się jednocześnie do kłamstw? Może tłumaczy to dziwna zbieżność z tęczowym piątkiem, w którym widzi się zagrożenie dla polskiej rodziny i chrześcijańskich wartości? De facto bardziej tu chodzi o samą sensację wywołaną przez (porąbanych) rodziców, niż sam problem zmiany płci.





czwartek, 24 października 2019

Najbardziej strzeżona tajemnica RP


Całkowicie nieprawdziwe oraz zniesławiające są pojawiające się ostatnio w przestrzeni publicznej plotki dotyczące rzekomej przyczyny urlopu księdza Tymoteusza Szydło. (...) Jednocześnie oświadczam, że w stosunku do wszystkich osób oraz podmiotów rozpowszechniających dalej powyższe kłamstwa niezwłocznie kierowane będą do sądów prywatne akty oskarżenia oraz powództwa cywilne o ochronę dóbr osobistych1 – ten kuriozalny tekst w całości już pewnie znają wszyscy. Kuriozalny dlatego, że zamiast plotki studzić i wyciszać, wręcz do nich prowokuje i je napędza.

  Aby nie było, i aby nie dosięgło mnie ramię dzisiejszej sprawiedliwości, reprezentowane przez adwokata Macieja Zaborowskiego, oświadczam wszem i wobec, że nie mam zamiaru plotek powielać, ani tym bardziej mieszać się do prywatnego życia księdza Tymoteusza. Co najwyżej odniosę się do pewnych artykułów medialnych, które o tych plotkach dość szeroko piszą. A wieść niesie, że ksiądz Tymoteusz znalazł kobietę życia i ma z nią dziecko, w innym wariancie, że to nie kobieta życia, a małolata, i że nie ma dziecka, bo przyszły tatuś nie doczekał narodzin...

  Sprawa choć zakazana, stała się publiczną, bo warto dodać, że informacja o prywatnym życiu ks. Tymoteusza, ledwie trzy dni temu pojawiła się już na 62 tys. stron internetowych. Współczuję temu adwokatowi i tym sędziom, którzy będą się tymi stronami zajmowali. Moja będzie 62 001 pierwszą, jeśli nie późniejszą, wszak minęły trzy dni od zakazu powielania tych plotek. Nie zazdroszczę rodzinie Szydłów, tu już dobrego wyjścia nie ma. Nawet prawdziwa informacja, w celu ukrócenia plotek, niczego nie zmieni. Takie jest prawo plotki, więc zostawmy już tego ks. Tymoteusza w spokoju.

  Ciekawsze jest przyjrzenie się z pewnej perspektywy całemu zamieszaniu. W mojej ocenie winna wszystkiemu jest była Pani Premier, dziś europosłanka, Beata Szydło. Nie od dziś wiadomo, że prominentny polityk nie tylko sam staje na świeczniku, ale na blask fleszy łapie się również jego rodzina. Co bardziej świadomi, raczej chronią rodzinę przed mediami, co wcale nie jest łatwe. Mniej rozsądni tą rodziną się chwalą i do tego grona zaliczyć trzeba matkę ks. Tymoteusza. To za jej sprawą, gdy ów przyjmował święcenia kapłańskie, zrobiła się z tego uroczystość wręcz o charakterze państwowym. Gdy inni wyświęceni przyjmowali gratulacje tylko od najbliższych, ks. Tymoteusz otrzymywał listy gratulacyjne od większości polityków, a nawet od premiera Węgier Wiktora Orbána. Gdy w miesiąc później odprawiał Mszę świętą na Jasnej Górze, nie zabrakło śmietanki Rządu RP z Premierem, Marszałkami, żoną Prezydenta, i nawet o. Rydzyka, a Msza była transmitowana w Telewizji Trwam.

  Zrobili z młodego księdza bożyszcze elit pisowskich i teraz, gdy potknął się rąbek kapłańskiej sukienki, grozi się karą za zainteresowanie pospólstwa. Tym bardziej, że pewne ośrodki w naszym kraju chcą zaostrzyć standardy moralne w kierunku mrocznego średniowiecza. Czy w takiej sytuacji może dziwić ilość kpin kierowanych w stronę pani Beaty? Prof. Tadeusz Gadacz, radny sejmiku małopolskiego, pisze na Facebooku, że syn Beaty Szydło jest „ofiarą braku edukacji seksualnej w Polsce” i na wszelki wypadek wpis usuwa (tu mu się akurat nie dziwię). Łukasz Wantuch publikuje na Facebooku projekt rezolucji głoszący, że Rada Miasta Krakowa powinna dołączyć się do „szerokiego grona gratulacji płynących z Polski i Świata dla babci Szydło. Cieszymy się, że w zalewie liberalnych ideologii płynących do nas z Zachodu, w tym LGBT, seksualizacji nieletnich i innych deprawacji, Pani rodzina stawia dzielnie im czoło, stanowiąc przykład, jak godnie wychowywać dzieci w poszanowaniu tradycji staropolskich i niezachwianych standardów moralnych2.

  Najwięcej zamieszania narobił sam pan Premier, M. Morawiecki stwierdzeniem, że wspiera swoją poprzedniczkę, choć pewnie niepotrzebnie dodał, że „rodzina jest i pozostanie w Polsce świętością”. Odcięła mu się celnie pani Aleksandra Dulkiewicz: „Panie Premierze, cieszę się, że od dziś każda polska rodzina jest świętością dla pana, pana formacji politycznej i podległych wam mediów. Dziękuję w imieniu rodzin Magdaleny Adamowicz, Adama Bodnara, Krzysztofa Brejzy, Rzeplińskich, Donalda Tuska, swoim własnym i wielu innych!3. Tu nic dodać, nic ująć. I choć nie lubię pani Szydło, szczerze mi jej żal. Sam kiedyś padłem ofiarą podłej plotki i wiem jak jest wtedy ciężko. Mimo to mam od siebie jedną sarkastyczną uwagę: jeśli się komuś w arogancki i pyszałkowaty sposób wmawia, że coś się nam słusznie należy, choć się nie należy, to trzeba być pewnym, że to się nam (choć może to nie mieć bezpośredniego związku), straszliwą czkawką odbije.




środa, 23 października 2019

Oda do prezesa


Oda do Jarosława Kaczyńskiego – przywódcy narodu, zwycięzcy w wyborach.

Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,
Ty, który od nowa polską godność wskrzeszasz,
Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,
To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,
Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,
Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,
Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale.

W kierunku mocarstwa od morza do morza,
By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk
A nawet ptaki co krążą w przestworzach,
Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,
Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,
Który zdobędziesz imperium Lechitów,
I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

Niech będzie pamięć Twego brata Lecha
Na zawsze w kraju świętego Wojciecha
Łączyć a nie dzielić naród nasz wybrany.


Autor: Selim Chazbijewicz (były imam), 2015 rok, opublikowany po raz pierwszy w 2019 roku, po wygranych przez PiS wyborach do Sejmu.