wtorek, 14 sierpnia 2018

Nowy, wspaniały kształt Polski


  Nie jest dobrze, a grozi nam, że będzie jeszcze gorzej. Niestety, to co robimy, tak naprawdę jest działaniem pozorowanym, które nie zapewni nam zwycięstwa ostatecznego. Nie wystarczy dziś spowalniać wsteczne idee. Deklaracje, a nawet prawdziwe działania na rzecz obrony naszej tradycji i kultury są po prostu niewystarczające. One są działaniem bieżącym, ale nie zapobiegną katastrofie – my po prostu wymieramy.

  Nasze prawdziwe nastawienie moralne będzie możliwe w realizacji dopiero po pełnym otwarciu się na życie. Cóż nam z młodych katolików, skoro nie są gotowi do prawdziwej obrony ojczyzny z narażeniem życia? Nie są nawet gotowi zaryzykować obniżenia własnego standardu dla przyszłych pokoleń. Cóż nam z gloryfikacji bohaterów żołnierzy niezłomnych a wyklętych, skoro potencjalne matki nie są gotowe zaryzykować zdrowia i urody dla urodzenia dziecka? Jak można pokładać ufność w młodych małżonkach, nawet  tych biorących udział w pielgrzymkach czy wielu rekolekcjach, skoro nie chcą mieć więcej jak jedno, czasami tylko dwoje dzieci, często tę decyzję odwlekając na później? Jest jeszcze jeden aspekt tej groźby wymarcia. Bowiem nie wystarczy urodzić, trzeba tych potomków wychować tak jak należy, tak jak chce nasza Tradycja (przez duże „T”), jak tego wymagają kultywowane Wartości (przez duże „W”). Zapewnienie dzieciom materialnego luksusu jest pozorem dobrego wychowania, zdecydowanie bardziej liczy się przekazywanie i wpajanie w następne pokolenia tego, co da się streścić w trzech ważnych słowach: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. W tej kolejności...

  Jeśli jednak ktoś myśli, że to wystarczy, szybko wyprowadzę go z błędu. Naszym obowiązkiem jest nie tylko dobre życie prywatne. Naszym obowiązkiem jest przede wszystkim dołożenie wszelkich starań, aby nasza przestrzeń publiczna była wolna od strachu, za który będą musiały płacić przyszłe pokolenia. Otwartość na życie w wierze zawsze przeraża naszych wrogów. Ale sama otwartość na Wartości, na szczęśliwą Wieczność, to też wciąż za mało. Aby żyć zgodnie z Prawdą, aby móc głosić tę Prawdę i te najwyższe Wartości, aby zachować naszą jedynie słuszną, katolicką państwowość i tożsamość w tej części Europy, potrzebna jest nam broń, bez której grozi nam niewola babilońska. Historia, jako nauczycielka życia mówi nam, że nie ma wolności Kościoła bez uzbrojonych katolików. Wprawdzie Jezus mówił: „schowaj miecz do pochwy” [J 18, 11] ale nie mówił, aby broń porzucić. Jezus wprawdzie mówił, aby przekuć broń w lemiesze, ale dopiero po zwycięstwie wiary nad niewiarą, dobra nad złem. W Tradycji znajdziemy za to pochwałę nowego rycerstwa świętego Bernarda z Clairvaux1. Mając broń możemy wspólnie do siebie wołać: Ad arma! (do broni!)

  Rzeczpospolita do czasów trzeciego rozbioru obfitowała w dzieci i broń. Potrzeba nam więc teraz też dużo dzieci, aby w przyszłości, jako dorośli mogli nosić broń w obronie kościołów, klasztorów, katedr i katolickich uniwersytetów. Trzeba nam wiedzieć, że wszędzie, gdzie wkraczała rewolucja znikały i dzieci, i broń. Zawsze pierwsze uderzenie trafiało w prywatne posiadanie broni. Katolicy bez broni ulegają propagandzie dobrobytu, mają mniej dzieci, sami są zdziecinniali. Prawdziwie wolna Polska potrzebuje dużo dzieci, aby mogła trwać i głosić Ewangelię. Obfitość broni ma tym dzieciom zapewnić wychowanie w jedynie słusznej wierze katolickiej. Recepta na to, by Polska i Kościół trwały na chwałę Pana aż do końca czasów jest prosta: wystarczy konsensus małżeński i plany, które uwzględniają więcej radości (dzieci) oraz więcej czasu na wolnym powietrzu (broń na strzelnicy).

  Uff, przebrnąłem, choć z trudem. Wyjaśnię. Nie, nie odbiło mi na starość, nie doznałem też udaru słonecznego. To tylko możliwie krótkie streszczenie majaków niejakiego Jacka Hoga, prezesa fundacji Ad Arma, opublikowanych w 54 numerze magazynu Polonia Christiana. Jako ateista i pacyfista nie jestem pewien, czy od teraz mam się bać katolików?



Przypisy:
1 -
św. Bernard z Clairvaux , XII wieczny opat Zakonu Cystersów, organizator II Krucjaty.


piątek, 10 sierpnia 2018

Kocham Melani Rüther


  Od razu wyjaśnię, moja miłość jest w stu procentach platoniczna, nigdy nawet jej nie widziałem na oczy, nigdy wcześniej jej, a ani o niej nie słyszałem. I wiecie za co ją tak kocham? Ona jest podobno ekspertką od trolli, elfów i... moich ulubionych krasnoludków! I choć ją sobie wyobrażam dość strasznie (skudłaczone włosy, kurzajki, nadmiar jaskrawego makijażu, szpony zamiast paznokci, a do tego obwieszona paciorkami i amuletami), te krasnoludki determinują wszystko, łącznie z tym, czym się zajmuje i kim jest narodowościowo. To jest Niemka, a podobno nie ma brzydszych kobiet. Na szczęście platoniczna miłość nie wymaga żadnych, ale to żadnych kontaktów bezpośrednich, są wręcz niewskazane.

  Jak wynika z doniesień prasowych, właściciele niemieckiej autostrady A-2 mocno zaniepokoili się pewnym wypadkiem. Polski kierowca uderzył w tył ciężarówki. On i żona, pasażerka, odnieśli jakieś tam obrażenia, ale najgorsze jest to, że zrobił się straszliwy korek. U nas to wręcz normalka, ale niemiecki właściciel autostrady, w związku z tym korkiem, postanowił temu zaradzić na przyszłość. I tu wkracza do akcji Melani R., która jest właśnie ekspertką od tych dziwnych stworzeń, niewidzialnych a sprawczych. Jakże nie ma być ekspertką skoro podobno ona nawet rozmawia ze zwierzętami? Po wnikliwych badaniach naukowych, sorry, ezoterycznych, odkryła przyczynę tego karambolu. To zdenerwowane siły przyrody wywołały smutną energię z zemsty za to, że autostrada zabrała przyrodzie przestrzeń. Skutkiem działań Melani R., które polegały na prośbie o wybaczenie, elfy obiecały wstrzymać się od dalszej zemsty, dzięki czemu już żaden polski kierowca nie stanie się ofiarą wypadku na tej autostradzie. Tak przynajmniej zapewnia obiekt mojej platonicznej miłości, co może być i prawdą, bo wprawdzie wypadki na tej autostradzie wciąż się zdarzają, ale już bez udziału Polaków. W tym doniesieniu prasowym, jest też wzmianka o tym, że pewnemu ezoterykowi zapłacono sporą kasę za to, że zakorzenił nowy budynek w naturalnym planie Matki Ziemi (sic!) Mnie to coś przypomina, ale na razie nie wnikajmy.

  Tyle ów news, który jako człowiek racjonalny umieszczam w kategorii takich newsów, jak sensacyjne wieści o potworze z Loch Ness. Takie są prawa letniej kanikuły, kiedy to politycy udają się na zasłużony, letni wypoczynek, a przecież tylko oni są w stanie zapewnić nam dostateczną porcję rozrywki. Ale oto czytam jeszcze o ciekawym, wręcz rewelacyjnym wniosku autora tych doniesień. W jego mniemaniu „Tam, gdzie kończy się wiara w Jezusa Chrystusa, mnożą się przesądy”. Jedno zdanie, a mam zabawnej konsternacji na cały weekend, a może i dłużej. Bowiem nie tak dawno czytałem, że pewien proboszcz (w Polsce, w tym roku) opuszczając na żądanie parafian probostwo, mało że zabrał ze sobą cały dobytek plebani, to jeszcze rzucił na parafię klątwę (sic!). Parafianie przyjęli ją z lekkim politowaniem i rozbawieniem, ale nie biskup. Tu dodam, że biskupa nie pokocham nawet platonicznie – on nie wierzy w krasnoludki. Po dwóch dniach zjawił się w tejże parafii, by... odczynić te uroki rzucone przez podwładnego (sic!) Autostrada to nie parafia, Melani R. to nie biskup, ale w tych przypadkach postawiłbym znak równości, z pełną świadomością tego, co ów znak symbolizuje.

  Tak się zastanawiam: czy skoro życie daje w kość i coraz mniej mi do śmiechu z powodu starości, nie lepiej te zabobony kultywować, zamiast je zwalczać? W końcu nie śmieszą mnie już dowcipy o blondynach, ani o babie u lekarza, za to wręcz rechoczę ze śmiechu, gdy czytam takie treści jak powyżej. Moja znajoma powiedziała mi ostatnio, że powinienem chodzić do kościoła by pomodlić się o powagę i stateczność, odpowiednie do mojego wieku. Mam pogodzić się (czytaj: zakorzenić się) w tym naturalnym planie życia Matki Ziemi (czytaj: ...ok, ok, bez insynuacji...), a nie pisać ironizujących treści dotycących doniesień prasowych.





poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Panie, pobłogosław ten dar...


  Może to za sprawą upałów mózg mi się lasuje, może za sprawą wieku dopada mnie starcza demencja i dziecinnieję, może to nieodpowiednia dieta z tłustymi mięsami, kapustą z groche i ciężkim sosem (ukłony i uśmiech dla Radka), a może i towarzystwo rozleniwionych kotów, dość że postanowiłem olać wszelkie konwenanse. Jak Zrzęda to zrzęda, choć nie na zasadzie totalnego narzekania, ile prześmiewczej ironii. Inaczej się pewnie nie da, bo choć poprawiam sobie nastrój kieliszeczkiem porzeczkowej nalewki, w ilościach nie większych niż naparsteczek na dobę, gdy rozejrzę się wokoło – płakać się chce. A ja do płaczliwych nie należałem i nie chcę należeć.

  Dziś za sprawą artykuliku na portalu 300polityka będzie o Prezydencie, obecnym – Andrzeju Dudzie, który nam się wyjątkowo udał i powinien zapisać się w kartach naszej historii złotymi zgłoskami. Tak przynajmniej widzi go, najbardziej oddany mu minister Szczerski. Już sam wstęp wbija w fotel: „Prezydent jest dzisiaj jedynym politykiem w Polsce, który działa ponad ostrym sporem politycznym1 (sic!) Znajdziemy tam takie rewelacje jak to, że za ostry spór polityczny na scenie politycznej naszego kraju jest odpowiedzialna tylko totalna opozycja. I według pana Szczerskiego prezydent jest jedynym człowiekiem w Polsce (sic!), który nie dał się wciągnąć w ten spór. I jeszcze to, że nasz najwspanialszy prezydent chce budować instytucje ponad tym sporem.

  Tak na wszelki wypadek kilka razy sprawdziłem, czy ja mieszkam w Polsce i czy na pewno jest mowa o prezydencie Andrzeju Dudzie. Wszystko się zgadzało, a zapewniam, że ten naparsteczek naleweczki mam przewidziany dopiero na wieczór, więc nie ma mowy o stanie upojenia alkoholowego. Jest też inny problem, mocno mnie zatrważający. Pamięć mi strasznie szwankuje. Gdy ochłonąłem po tym artykuliku, usiłowałem sobie przypomnieć, co dobrego w czasie swojej prezydentury zrobił dla kraju nasz ukochany prezydent? I wiecie co? Kompletna pustka w mojej łepetynie (sic!) Kiedy już zacząłem ogryzać paznokcie ze zdenerwowania, przypomniałem sobie o istnieniu wujka Google. Wystukałem szybko: największe osiągnięcia prezydenta A. Dudy. Cudowny ten wujek i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na pierwszym miejscu pojawiło się: „Prezydent na intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski”, na drugim: „Prezydent elekt ratuje hostię”. To te dwa tytuły zainspirowały tytuł tej notki...
Później były już same memy. Dwoma się podzielę.


Jak na zawołanie, już po napisaniu notki czytam na portalu Fronda.pl:
„Dziś, 6. sierpnia, mijają trzy lata od zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na Prezydenta Rzeczpospolitej. Pierwszego Obywatela polecamy Państwa modlitwie. Oby Duda cieszył się orędownictwem świętym i służył zawsze wiernie Bogu i Ojczyźnie”.