sobota, 16 czerwca 2018

O wolność dla kornika drukarza


  Zrozumiałe, że nie będę pisał o tym chrząszczu z podrodziny kornikowatych, na którym już  przejechał się jeden z byłych ministrów poprzedniej wersji rządu PiS. Teraz inny minister Zjednoczonej Prawicy ma problem, choć tym razem tylko z drukarzem, którego Sąd Najwyższy uznał za szkodnika. Trochę z tym szkodnikiem przesadziłem, ale tylko trochę.

  Sąd Najwyższy odrzucił kasację wyroku na drukarza, który odmówił wydrukowania roll-upu dla organizacji LGBT. Sposób odrzucenia z jednej strony zabawny, z drugiej, właściwie nie dający się podważyć. Pozwolę sobie na cytat: „w realiach tej konkretnej sprawy drukarz, motywowany swymi przekonaniami katolickimi, nie miał uzasadnionego powodu do odmowy dokonania wydruku według dostarczonego przez fundację projektu. Sędzia stwierdził, że projekt plakatu wskazywał, iż grafika składała się z logotypu fundacji, a nie promowała zachowań LGBT, które sprzeczne byłyby z kanonami wiary katolickiej1. W związku z opinią prawicy na temat tego wyroku, we mnie rodzi się pytanie: czy wobec tego drukarz ma prawo nie przyjąć jakiegokolwiek zlecenia, abstrahując w ogóle od powodów tej odmowy? Pierwsza odpowiedź jak mi się narzuca to stwierdzenie, oczywiście że ma. Jego zakład i jego wolą jest, co będzie drukował, czy nie. A jednak, coś jest nie tak...

  Niejaki Marcin Warchoł na łamach wPolityce.pl pisze: „Chcę wyraźnie podkreślić, że wbrew temu, co mówi Sąd Najwyższy, każdy ma prawo wyznawać wiarę, jaka mu się podoba i światopogląd, który uważa za słuszny. Wyrok Sądu Najwyższego to gwałt na sumieniu2. Minister Z. Ziobro ocenia to tak: „Sąd Najwyższy wypowiedział się przeciwko wolności. Stanął po stronie przemocy państwa w służbie ideologii aktywistów homoseksualnych3. I właśnie w świetle tych dwóch ocen, sprawa przestaje być tak jednoznaczna, jak się z pozoru wydawała. Po pierwsze, SN nie wypowiada się o negacji prawa do wyznawania wiary i światopoglądu, wręcz przeciwnie, to prawo potwierdza. Wypowiada się jedynie w kwestii tego, jak daleko może sięgać wolność do wiary i światopoglądu. Nie pamiętam już, kto to powiedział, że nasza wolność kończy się tam, gdzie ogranicza wolność innym. Można by jednak mieć zastrzeżenia, że to prowadzi do absurdu, gdyż pojęcie wolności jednych zbyt często koliduje z pojęciem wolności innych. I tu dochodzimy do sedna, przynajmniej w tym konkretnym przypadku. Drukarz, aby móc prowadzić działalność gospodarczą musiał uzyskać koncesję, w której jak byk stoi, że będzie wykonywał usługi zleceniodawcom. I dam swoje pięć palców lewej ręki (bez nich jeszcze mógłbym się obejść), że w tej koncesji nie ma słowa o tym, by kierować się w przyjmowaniu usług swoim sumieniem, wyznaniem religijnym czy uprzedzeniami. Aż jestem ciekaw, czy organ wydający tę koncesję zgodziłby się ją udzielić, gdyby przy staraniu się o nią, drukarz zastrzegł, że gejów obsługiwać nie będzie?

  Najbardziej obrazowy przykład takiego podejścia do sprawy można sobie wyobrazić na przykładzie hotelarzy i właścicieli restauracji, którzy ze względu na swoje uprzedzenia odmówiliby świadczenia usług wyselekcjonowanym grupom społecznym. Dla przykładu: „nie obsługujemy „ciapatych, lemingów, drugiego sortu, kolorowych, Żydów” itp., itd. Pójdę dalej. Kanar przy kontroli biletu żąda dodatkowo ważnego świadectwa spowiedzi świętej, bo jego sumieniu nie podobają niewierni i wierni niepraktykujący...  Przypuszczam, że nawet konserwatyści zaczęliby protestować na taki przejaw rasizmu i ksenofobii ukrytych pod, z pozoru niewinną przykrywką wolności sumienia. Art. 138 Kodeksu Wykroczeń mówi wyraźnie: „Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny4. Pominę sprawę owej obowiązującej zapłaty, bo to archaizm, ale skoro chcesz świadczyć usługi, świadcz je wszystkim, choć nie bez uzasadnionego wyjątku. Pewnie takim wyjątkiem byłoby zlecenie wydrukowania jakiegoś manifestu środowisk LGBT, ale nie symbol tej organizacji, bo ta nie jest zakazana, jak na przykład jakaś organizacja nazistowska, chcąca wydrukować sobie swastykę.

  Jeszcze bardziej niezrozumiałą, wręcz kuriozalną, jest opinia ministra Z. Ziobry. Mówi o przemocy państwa, kiedy sam jest ministrem najbardziej przemocowego organu tejże władzy i to coraz bardziej opartego na jedynie słusznej ideologii. Tej hipokryzji już kompletnie nie rozumiem. Jeśli dziś już mamy problem z klauzulą sumienia dla lekarzy, nietrudno sobie wyobrazić jak popieprzony będzie ten kraj, gdy zaczniemy się w nim powoływać na sumienie, usprawiedliwiające i legalizujące wszystkie nasze uprzedzenia i fobie. W artykule na portalu wPolityce.pl ks. Zieliński stwierdza: „Mamy zagrożoną wolność słowa i nie jest ona zagrożona przez prawicę, ale przez tzw. liberalne siły. (...)  jest to coś, co papież Benedykt XVI nazwał totalitaryzmem bezideowości5. Tu też księdza kompletnie nie rozumiem. Czyżby sugerował, że prawdziwa wiara ma polegać na promowaniu ksenofobi, uprzedzeń i piętnowania inności przez wykluczenie? To już nie jest zagrożenie wolności słowa, to jest zagrożenie wolności człowieka. Zapytam z nieukrywanym sarkazmem, czy ja, tak rozumiejąc wolność słowa jak ks. Zieliński, mogę w kościele w czasie mszy świętej wygłosić ateistyczne kazanie? Jeśli nie, to stwierdzam autorytatywnie – mamy do czynienia z totalitaryzmem ideologicznym... I to jest bliższe prawdy, określającej naszą, polską rzeczywistość.


Z ostatniej chwili: dowcip tygodnia, choć nie na temat. Autentyk.
Premier Morawiecki na spotkania w Spale z klubami Gazety Polskiej zagaja przemówienie:
Nie przyszliśmy do polityki dla pieniędzy...






wtorek, 12 czerwca 2018

A co mi tam, czytam „Wyborczą” i już


 

  Telewizję oglądam rzadko. Jedynymi regularnie odwiedzanymi kanałami jest Eurosport, HBO i „Fakty” TVN. Jeszcze przed rokiem z okładem, dla kontrastu „Wiadomości” TVP1. Żenujące popisy redaktorów tej ostatniej ostatecznie i definitywnie mnie zniechęciły. Częściej bywam w necie. Tu mam utarty schemat. Poza prowadzeniem blogów interesują mnie wiadomości. Do stałych portali zaliczam: wPolityce.pl, wsieci.pl, trzy katolickie oraz: Rp.pl., Oko.press, CrowMedia, przez Gazetę.pl i Politykę.pl kończąc na Wyborcza.pl. Sporadycznie niezależna.pl, Fronda.pl, już prawie wcale Newsweek czy Wprost.

  Moi blogowi znajomi zauważyli z oburzeniem, że często podpieram się wiadomościami i opiniami „Wyborczej” i jednogłośnie uznali, że moje poglądy są przez ten portal ewidentnie wypaczone, że blisko mi do komunizmu, całkiem daleko do narodowego patriotyzmu a już najdalej do prawdy, obojętnie czy pisanej przez małe czy przez duże „P”, obojętnie czy politycznej czy objawionej. Postanowiłem się odnieść do tych zarzutów, ale przedtem drobna, na swój sposób odkrywcza uwaga. Wszystkie prawicowe i katolickie portale internetowe (telewizję publiczną w to włączając) byłyby w swoich informacjach uboższe o połowę, gdyby..., gdyby nie „Wyborcza”. Wiem co piszę. Połowa ich materiałów jest odpowiedzią na informacje, artykuły, opinie i felietony pojawiające się w „Wyborczej”, oczywiście będąc w kontrze do tejże. Dzięki takiej kolejności jaką opisałem, gdy wchodzę na stronę ulubionego portalu, wiem już, co tam znajdę. 

  Teraz pierwsza wyliczanka w związku z zarzutami:
- tak, moje poglądy są wypaczone, ale tylko w oczach prawicowej konserwy. Jestem liberałem, który jest cechą charakterystyczną nie tylko „Wyborczej”. Jej deprecjonowanie wynika z mody kształtowanej przez ośrodki konserwatywne, a nie ze znajomości treści, które można w
Wyborczej znaleźć;
- nie, nie jestem komunistą ani nawet postkomunistą. Ktoś kto twierdzi, że blisko mi do komunizmu, nie ma zielonego pojęcia czym był i jest komunizm. Prędzej można mnie by posądzić o socjalizm, pod warunkiem, że myśli się tylko o pewnych, ściśle określonych zdobyczach socjalnych, częstokroć sprzecznych z komunizmem;
- tak, nie potrafię w sobie wskrzesić wartości narodowo-patriotycznych, bo te pojęcia wykoślawił najpierw komunizm, a teraz środowiska prawicowo-konserwatywno-narodowe. Przy okazji pozwolę sobie na nową definicję patriotyzmu: płacenie podatków, sprzeciw wobec głupiej władzy i jeszcze głupszym ideologom. Jak się przyjmie, będę stuprocentowym patriotą;
- tak, daleko mi do prawdy. Prawda jest pojęciem względnym (patrz wcześniejsza notka – teoria względności Einsteina). Do Prawdy chrześcijańskiej mi tak daleko jak stąd do centrum Wszechświata i jeszcze w pizzzduuu. Prawdy politycznej w ogóle nie ma, prawdy politycznie poprawnej tym bardziej.

  Dlaczego „Wyborcza”? Ano dlatego, że wbrew paszkwilom portali i polityków prawicowych, ona reprezentuje najszerszy wachlarz poglądów, a to, że na czoło wysuwają się poglądy liberalne nie powinno nikogo dziwić. Taki profil przyjęto od początku i tego profilu redaktorzy się trzymają, przez co jest wyrazista i najbardziej opiniotwórcza, nawet jeśli się z jej opiniami nie zgdzać. To, że dziś prawicowa konserwa, Kościoła nie wyłączając, wieszają na niej psy, wynika z faktu, że piętnuje hipokryzję i wypaczenia tych środowisk, swego czasu nawet lewicowych (dziś mniej, bo lewicy de facto nie ma). I chyba z powodu braku tej lewicy z prawdziwego zdarzenia, to „Wyborczej” przypisuje się, zresztą zupełnie niesłusznie, lewicowość. Jak bardzo boli prawicę ten portal, świadczą spiskowe teorie dziejów dotyczące tej redakcji. A to miało ją opanować żydowskie lobby, a to finansować niemieckie koncerny prasowe, wreszcie ostatnio, lobby genderyzmu i lewackich nurtów zgniłego Zachodu (patrz ostatnie przemówienie premiera Morawickiego na temat mediów w Polsce). Mnie tylko dziwi, dlaczego nie przypisano jej jeszcze wpływów oligarchii rosyjskiej z Putinem na czele. Kilka wybranych opinii, wyliczanka druga:
- Cezary Gmyz: „bardzo szybko zarówno ja, jak i inni badacze odkryli, że zawartość archiwów IPN jest rzeczywiście niebezpieczna dla idoli środowiska „Wyborczej””;
- Andrzej Lepper: „„Gazeta Wyborcza” chciała obalić rząd. Teraz trzeba dojść, czy ktoś jeszcze obok „Gazety” za tym stał”;
- Ryszard Bender: „„Gazeta Wyborcza” to gazeta drańska, podła i obrzydliwa”;
- Marian Miszalski: „Jednym z najwcześniej powstałych po roku 1989 filarów żydowskiego lobby politycznego w Polsce jest „Gazeta Wyborcza” i wydający ją koncern medialny Agora”;
- Jarosław Kaczyński: „Jeśli jednak istnieje całe środowisko ["Gazety Wyborczej”], w którym praktycznie wszystkie osoby miały rodziców w KPP i na dodatek te osoby mają potężny instrument oddziaływania na świadomość Polaków, to pojawia się problem. (...) Jestem gotów bronić tezy, że nastawienie owej potężnej gazety, to poczucie misji – w moim przekonaniu bardzo szkodliwej dla Polski”;
- abp Józef Michalik: „Od dawna widzimy, że jest to gazeta antyklerykalna”;
Ok, dość! Ciekawych innych cytatów odsyłam do Wikicytaty. Zapewniam, że są tam jeszcze bardziej dosadne paszkwile. Jest jeszcze jeden zarzut, z którym się często spotykam – „Wyborcza” kłamie! Można by mi zarzucić fanatyzm, gdybym nie dostrzegał pewnych potknięć. Nie będę zaprzeczał, że i tam redaktorom trafiają się tak zwane fake newsy. Tyle, że na innych portalach jeśli nie jest ich tyle samo, to na pewno więcej. Wyjaśnię też jeszcze jedno, nie łykam w niej wszystkiego jak leci, a co sugerują moi oponenci. Dzięki wykupionemu abonamentowi mam prawo wstawiać komentarze i jeśli mi coś nie pasuje (a chwalić nie lubię), w pełni korzystam z tej możliwości.

  Wszystkie oskarżenia świadczą o jednym. Skoro nie sposób „Wyborczej” dorównać, a wszystkie prawicowe portale, nomen omen, chyba tylko Piętami nad nią górują, trzeba ją opluć. Po ostatniej wpadce z 4 czerwca K. Ziemiec tak się tłumaczy: „Nie oddałem twarzy obecnej władzy,  to absurdalny zarzut. Idąc tym tropem, można powiedzieć, że wcześniej oddałem twarz Sojuszowi Lewicy Demokratycznej i Platformie Obywatelskiej. Nie ma niezależnych mediów, szef ma jakąś linię, ma jakieś interesy, które są do załatwienia na plus i do załatwienia na minus. Jestem człowiekiem spoza układów [sic! - to moje], dystansuję się też od pewnych działań (? - tez mój)”, (cytat jest przeredagowany przeze mnie, gdyż dużo w nim powtórzeń i chaosu). Mnie się chcę powiedzieć temu dziennikarzynie: weź sobie przykład z redaktorów „Wyborczej”. Bez względu na opcję polityczną jaka była u władzy, zawsze mieli tę samą, liberalną  linię  programową. Kto nie potrafił się do niej dopasować odchodził i nikt mu w tym nie przeszkadzał, więc nie znajdzie się tam takich kameleonów jak wzór cnót katolickich red. K. Ziemiec.
 
  Skoro już wyjaśniłem, dlaczego jestem za „Wyborczą” dodam jeszcze jeden argument. Gdy pytam skąd opinia, że „Wyborczej” jest zła, że kłamie, i czy to wynika z jej lektury, dowiaduję się, że albo się jej nie czyta wcale, albo rzadko (sic!). Proponuję wszystkim, szczególnie zaś przeciwnikom tego portalu prowokacyjnie – zabawę: znajdźcie mi bardziej obiektywny portal internetowy..., może wtedy zmienię opcję.




niedziela, 10 czerwca 2018

Biało-czerwone (cycki)


  Byłem, nomen omen, święcie przekonany, że mnie już nic nie zdziwi w tym naszym narodowym grajdołku. Powiem szczerze, że nie zdziwiło mnie nawet zdobycie pierwszego miejsca w Debiutach na festiwalu opolskim piosenki „Siła kobiet” Girsl on fire. Po takiej reklamie inna opcja (piosenka) nie wchodziła w rachubę. Czytałem recenzję, a jakże, w „Wyborczej” z piątku i..., i cieszę się, że nie ma przymusu oglądania. Podobno było dużo barw biało-czerwonych...

  Miałem za to okazję poświęcić nieco uwagi na przemówienie premiera Morawieckiego we Wrocławiu, gdzie chwalił dokonania biało-czerwonej drużyny – miał na myśli drużynę dobrej zmiany. Uspokoję, nie będzie analizy jego przemówienia, może tylko nadmienię, że kłamać to on potrafi jak z nut. Ja chcę tylko zwrócić uwagę na te biało-czerwone barwy. To taka patriotyczna i wzniosła nowomowa. Ma chwytać za serce, ja tak na wszelki wypadek, chwytam się za kieszenie. Benzyna i masło znów zdrożały... Ale przejdźmy do sedna. Mój ulubieniec, Wojciech Maziarski, tym razem nie na łamach „Wyborczej” pisze tak: „Z przykrością obserwuję, jak skądinąd rozsądni i sympatyczni ludzie, z których poglądami, postawami czy działaniami artystycznymi zawsze sympatyzowałem, nagle dostają małpiego rozumu i zaczynają pomagać PiS-owi w ustanawianiu w Polsce narodowo-katolickiej dyktatury ciemniaków1. Prawda, że mocne?! Nie zgadniecie o kim ta mowa. Chodzi o Nargala i Saramonowicza, artystów znienawidzonych przez tę narodowo-katolicką, no, może jeszcze nie dyktaturę, no, może akurat nie moi ulubieńcy, ale opinia Maziarskiego wydaje się zasadna. Już wyjaśniam, przedtem jeszcze tylko fotka z pewnego wideoklipu dla podniesienia suspensu:


  Poszło właśnie o te barwy biało-czerwone..., wymalowane cycki (tu sorry za wyrażenie, ale inaczej się nie da) i te same barwy na tyłkach sióstr Godlewskich w najnowszym wideoklipie „Biało-czerwona – Mundial 2018”. W pierwszej wersji miałem ochotę nawet zamieścić, ale to zakrawa na pornografię, a tej przecież nie będę rozpowszechniał. Jeśli ktoś ciekawy, cały wideoklip znajdzie tu (tylko od lat osiemnastu), ale zaznaczam, ogląda na własną odpowiedzialność, bo można wpaść w niszczący mózg nałóg (patrz poprzednia notka). Tylko opiszę, w miarę przyzwoicie. Tak więc te siostrzyczki (nie mylić z siostrami zakonnymi) biegają po boisku z piłką ubrane tylko w figi, za to pomalowane na biało-czerwono. Z pełną ekspresją, rytmicznie, w swoim discopolowym stylu śpiewają i tańczą wyginając śmiało ciało z refrenem: biało-czerwone cycki w górę uniesione [w oryginale flagi] (sic!) O gustach się podobno nie dyskutuje, więc temat wartości artystycznych pominę. Prawdziwe flagi, na szczęście nie te damskie figi, w tym samych barwach też powiewają. Jak twierdzi Maziarski, ten patriotyczno-sportowy wideoklip musi się naszej władzy wyjątkowo podobać, skoro do tej pory nikt sióstr Godlewskich nie oskarżył o znieważanie barw narodowych (sic!) I dlatego Nargal, którego nie tak dawno oskarżono o znieważenie godła polskiego (a to było bliżej nieokreślone ptaszysko) teraz się skarży, że pan Ziobro na temat tego wideoklipu milczy. Maziarski jest liberałem, tak jak ja, i wychodzi ze słusznego założenia, że jeśli damy tej władzy pretekst do działań represyjnych za te biało-czerwone barwy, każdy pochód przeciw władzy z takimi flagami może być pretekstem do natychmiastowych i masowych aresztowań. A tak, skoro nikt nie tyka półnagich, biało-czerwonych sióstr Godlewskich w wyuzdanych pozach, wszystko jest w należytym porządeczku. Teoretycznie nam, wrogom tej władzy, też nic nie zagraża.

  Moim skromnym zdaniem, owe narodowo-patriotyczn-katolickie ośrodki wpadły we własne sidła z tą obrazą uczuć religijnych i patriotycznych. Postępują podobnie jak marszałek Kuchciński, który karze według własnego, osobistego widzimisię, i karzą tylko tych niewłaściwych i przeciwnych naszej najjaśniejsze władzy, jednocześnie unikają karania dwóch kobiet zachęcające dupami do dopingowania orłów Nawałki, są przecież swoje i swojskie. Jest zdecydowanie gorzej, gdyż nie wypada tej władzy o utalentowanych siostrach w ogóle mówić, bo pewnie już zrozumieli, że to działa jak najskuteczniejsza reklama – im więcej wrzasku tym więcej klienteli się nakręca. Przy takiej oglądalności (a mogłaby się okazać większa niż TVP1 i TVPInfo razem wzięte), jak zauważa Maziarski, trzeba by wtedy siostrom Godlewskim przyznać tytuł Narodowych Artystek IV RP.