sobota, 7 maja 2016

Sen o potędze



  Kiedy byłem małym chłopcem (skojarzenie z przebojem Breakout wskazane) często marzyłem o potędze Polski, tak na dziecięcą i właśnie chłopięcą perspektywę. Polska wygrywała wszystkie wojny i wszystkie zawody sportowe. Nie byłem w tym odosobniony, z taką intencją bawiliśmy się z kolegami na podwórku (telewizja była w powijakach, o komórkach i laptopach jeszcze nikomu się nie śniło).

  W miarę dorastania i zderzeń z rzeczywistością już nawet peerelowska propaganda sukcesu nie pomagała, marzenia o potędze odłożyłem do lamusa w nadziei, że nikt nigdy ich stamtąd nie wyciągnie. Trochę namieszał Wałęsa obiecując drugą Japonię, jeszcze bardziej Tusk o nowej Irlandii, ale traktowałem to jako stricte wyborczą kiełbasę. I tak zamierzałem też traktować obietnice wyborcze obecnie nam miłościwie panujących. Wmawiałem sobie, że jak zostaną wybrani..., zapomną. A jednak nie zapomnieli. Rozbudowa armii, nowe sojusze z porzucaniem starych w kierunku budowy Międzymorza, silna, niezależna gospodarka oparta na polskim węglu i mitycznym polskim kapitale, czy wreszcie wybrany, katolicki naród na zlaicyzowanej mapie świata. Mamy pokazać światu nową drogę, zrobić zadymę jak nie przymierzając, tę na stadionie podczas finału pucharu polski w piłce nożnej. Pomarzyć można, ale żaby zaraz wszystkie marzenia, nawet te najbardziej surrealistyczne, realizować?! To tak jakby porywać się z motyką na słońce.

  Wydawałby się, że Prezes – nieformalny naczelnik państwa, jest po doświadczeniach z filmem „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” większym realistą, że wie czym jest fikcja czy mrzonka. Ale on z chłopięcych marzeń jeszcze nie wyrósł, i choć nic mi do jego życia prywatnego, mam wrażenie, że zbyt długo trzymał się maminej spódnicy, a już kardynalnym błędem było pozostanie w stanie kawalerskim. W efekcie to nasze umiłowane poletko staje się coraz bardziej wyizolowane, w oczy coraz bardziej zagląda nam porażka w postaci kolejnego obniżenia ratingu, drakońskich kar za niedostosowywanie się do dyrektyw UE, którą chcielibyśmy doić jak przysłowiową krowę, a wreszcie coraz większe zubożenie społeczeństwa (patrz: wartość złotówki) mimo iluzorycznego sukcesu programu 500 plus. Zamiast jedności narodu mamy coraz większe rozłamy i niepokój.

  Już pewnie i PiS zrozumiał, że przy Konstytucji zbyt wiele zmajstrować się teraz nie da, i że przewaga w sondażach wcale nie musi zapewnić kolejnego zwycięstwa w następnych wyborach. Przynajmniej nie takiego, aby jednak do zmiany Konstytucji doprowadzić. Ów rozłam i wzrost niepokoju może li tylko narastać, gdyż Kościół coraz mocniej domaga się zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, a tylko to może zapewnić Jego dalsze poparcie dla miłościwie nam panujących. Nie pomaga propaganda sukcesu „Wiadomości” TVPiS i zrzucanie winy na opozycję. Wprawdzie „twardy elektorat” wciąż jest twardy ale i tu widać pierwsze rysy (patrz: gwizdy kibiców). Nic więc dziwnego, że Prezes szuka innych sposobów na zapewnienie sobie władzy w następnej kadencji, choć do końca obecnej jeszcze daleko. Jak podaje „Nasz dziennik” jest powołana specjalna ekipa, która ma wypracować nową ordynację wyborczą, taką, aby mimo ewentualnego niezadowolenia obywateli – PiS wygrał.

 Sen o potędze w wersji PiS i dla jego obrony

   Zastanawiam się po co? Przecież Prezes nawet jeśli będzie, na wzór Lenina, wiecznie żywy, nic mu z tej wieczności nie przyjdzie. Nam też...

24 komentarze:

  1. Nie wiem czy pamiętasz, ale to nie kto inny, ale właśnie JK twierdził, że wszyscy posłowie powinni przejść badania psychiatryczne a sędziowie dodatkowo badania wariografem. Może w takim razie dałby dobry przykład i poszedł na te badania?
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przed chwilą skończyłem czytać relację z wywiadu pana Prezydenta o dzisiejszych marszach. Ja myślę, że i jemu by się te badania przydały, jako przypadek nadzwyczajny i wymagający natychmiastowego leczenia.
      Pozdrawiam pięknie :)

      Usuń
  2. A w oparciu o kogo zamierzasz budować dobrobyt Polski? W oparciu o Niemcy, o Rosję, czy USA? Niemcy budowali już nam dobrobyt za czasów Hitlera, Rosja za czasów Stalina, a USA mają wszystkich w D....Ale strategiczny sojusz z Chinami może okazać się dla Polski sensowny, przy odpowiednich założeniach. Leży on bowiem w interesie Chin i Polski. Wadą tego sojuszu jest to, że narusza interesy zarówno Rosji, Niemiec i USA. Ale z drugiej strony, to jedyna szansa na rozwój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ci się epoki pomyliły. Niemcy dziś to nie Niemcy Hitlera. Rosja choć putinowska i w jakimś sensie stalinowską przypomina, też tą drugą nie jest. USA zawsz wszystko miały nas tam gdzie piszesz, choć w jakimś sensie przyczyniły się do upadku komunizmu w Polsce (nie wszystkie metody były piękne). Chiny powiadasz? To ja Ci powiem, że te mają nas jeszcze głębiej w tej części ciała. Od kilku dziesięcioleci usilnie staramy się o zacieśnienie współpracy i jakoś nic z tego nie wychodzi.

      Dobrobyt Polski możemy budować tylko w oparciu o UE (całą Unię, nie tylko z Niemcami) i z wysoko rozwiniętymi przemysłowo krajami spoza UE, oraz na w miarę poprawnych stosunkach z Rosją. Uciekanie od takich opcji jest samobójstwem.

      Usuń
    2. A tutaj się trochę mylisz. Przyszłość świata należy do Chin. Jeśli nie załapiemy się do tego pędzącego pociągu już teraz, to zostaniemy na bocznym peronie do końca świata.
      Chiny nie miały nas w głębokiej części ciała, gdyż nie rozumujesz jak Chińczyk, ominąłeś te lekcje z Konfucjuszem etc, a typowy Chińczyk jest pragmatyczny. To my wypięliśmy zad na Chińczyków, żądając od nich przestrzegania praw człowieka, wolności dla Tybetu lub jakieś inne "bzdury" tego typu.

      Usuń
    3. Nie wiem kto na kogo się wypina, ale niemal każda nowa ekipa rządzących w tym kraju, nie wyłączając Prezydentów, za punkt honoru ma wyjazd do Kraju Środka. I wszyscy trąbią o sukcesie, o zacieśnianiu współpracy, z czego... dosłownie nic nie wynika.

      Tak mi się nasunęło. Już nie pomnę do kiedy, Chiny uważane były za kraj zacofany (poza armią, silną liczebnością i dawniejszą współpracą z ZSRR), oparty na taniej i masowej sile roboczej. Dopiero otwarcie się na Zachód, a przede wszystkim na USA, uczyniły z nich „tygrysa” ekonomicznego Azji. Nie widzisz w tym paradoksu?

      Usuń
    4. Paradoksu nie widzę, widzę kompletny brak zrozumienia historii i zjawisk ekonomicznych. Rzeczywiście, Chiny były postrzegane jako kraj zacofany, Japonia również, tylko kilkadziesiąt lat wcześniej. Tak samo było ze Szwecją na początku XX wieku. I również przytaczałem Ci już moją dyskusję z profesorem, która w skrócie wyglądała następująco: Ja mówiłem, że przyszłość należy do Chin, mój profesor przytaczał historię wytwarzania żelaza przez każdą wioskę i to miał być dowód, że bez kapitału Chiny nigdy się nie podźwigną. Nie będę przytaczał tej całej dyskusji. Okazało się, że na moje racje nie trzeba było długo czekać, historia okazałą się nazbyt dla mnie łaskawa, nastąpiło to szybciej niż się spodziewałem. O co chodzi? W zasadzie wiadomo, co trzeba czynić, by kraj się bogacił. Dlaczego zatem wszystkie kraje nie stosują tych reguł? Wiadomo dlaczego Chiny dokonały tego skoku i nie neguję roli USA, ale też jej nie przeceniałbym. Nie mam teraz mapek, które pokazywały wkład PKB Chin do PKB świata na przestrzeni ostatnich dwóch tysiącleci. Jak je znajdę, to wkleję. Wówczas, zauważysz, że paradoksem nie jest pomoc USA, ale paradoksem jest, jak kraj o silnej gospodarce i o olbrzymim wkładzie własnego PKB w stosunku do PKB całego świata, dał się zmarginalizować przez Wielką Brytanię. I tutaj tkwi istota problemu. Jak postępować w dzisiejszym świecie, by nie dać się zmarginalizować.

      Usuń
  3. Tak, tak... pokorne ciele dwie matki ssie... Tylko my matczynego podejścia nie doświadczymy, ani od Niemiec, ani od Rosji, ani od USA. Polityka zagraniczna PISu to jeden wielki faux pas, ale przynajmniej silą się na odrobinę niezależności, w przeciwieństwie do poprzedników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę myślisz, że potrzeba nam matczynej miłości i opieki? Ja po raz kolejny proszę, nie ograniczajcie UE do Niemiec, bo to manipulacja. Nam potrzebna jest pomoc, a nie jałmużna, pomoc, za którą trzeba w jakiś sposób odpłacić. Powiedz, o jakiej Ty niezależności myślisz, bo to jest pojęcie o szerokim znaczeniu, przynajmniej na płaszczyźnie polityczno-gospodarczej. Co w takim kontekście znaczy ta odrobina niezależności?

      Usuń
    2. A Ty uważasz, że dobrze ją zastępuje macosza zachłanność? Możesz sobie podważać rolę Niemiec w UE, co nie zmieni faktu ich faktycznych wpływów na losy Europy.
      A jak odpłacamy za tą pomoc? Budując autostrady najdroższe w Europie? Dlaczego udział polskich firm w budowie autostrad to 16%, a te co się do tego zabrały poplajtowały? Nie pamiętam artykułu, ale gdzieś było opisane, jak cementownie zagraniczne opóźniały wybranym firmom dostawy budulca, by zmusić je do zejścia z placu budowy i ustąpienia tym "swojszym". Jedno to był kapitał chiński, drugie niemiecki. Taki oto masz kolejny skutek oddania przemysłu w obce ręce.

      Usuń
    3. O ile pamiętam chińska firma też splajtowała przy budowie tych autostrad. Nie chcę wnikać w szczegóły, bo już nie raz podkreślałem, że nie jestem mocarzem w ekonomii. Ja chcę tylko zwrócić uwagę, że na autostrady szły pieniądze w 70 proc. z UE więc jakie znaczenie ma ile one de facto kosztowały? Tym bardziej, że jak mi wiadomo, plajtowały firmy które przeceniły swoje możliwości, zaniżając koszty do granic opłacalności, aby przetarg wygrać. Jedno jest pewne, sami bez zagranicznego kapitału tych autostrad byśmy nie wybudowali. I nie rozumiem, dlaczego uważasz, że kapitalizm powinien być towarzystwem wzajemnej adoracji, dżentelmenów, którzy jeden drugiego wspiera i ustępuje gdy trzeba. Jak dla mnie to walka o być albo nie być i trudno tu wymagać uprzejmości.
      Ja nie neguję pozycji Niemiec w UE i wiadomo również mi, że jest liderem, co nie znaczy, że UE to Niemcy.

      Usuń
    4. Tak, była sprawa chińskiej firmy, która splajtowała pociągajać za sobą plajtę podwykonawców - to właśnie element tej kreciej roboty.
      Nie uważam ze to towarzystwo wzajemnej adoracji, skoro Ty też tego nie uważasz, to czemu dziwią Cię próby prowadzenia niezależnej polityki i krytyka zagraniczna państw które się przyzwyczaiły, że Polska robi, co się jej karze?
      Nie jestem taki pewien, czy byśmy ich nie pobudowali bez zagranicznego kapitału, żeby to stwierdzić trzeba jednak trochę znać się na ekonomii i mieć dostęp do danych do których ani Ty, ani ja dostępu nie mamy. Skoro 70 % szło z Unii to pewnie jeszcze więcej wróciło do Unii poprzez te zawyżone ceny budowy więc de facto do tego dołożyliśmy. Chyba że zaraz dojdziesz do wniosku, że położyiśmy drogi za 30% wkładu własnego więc jesteśmy zarobieni :)

      Usuń
    5. A i jeszcze o tych wielbionych przez Ciebie dopłatach unijnych. Czy naprawdę wierzysz, że ktoś wkłada pieniądze, w innym celu niż wyjęcie większych?
      Mam wrażenie że jest to pewien obieg gotówkowy, bez którego byśmy mieli faktycznie problem, ale z którego niewiele wynika. Inwestowane unijne pieniądze nie generują zysku, nie idą na ogół w rozój gospodarczy, w którym dominuje kapitał zagraniczny, tylko w jakieś pierdoły. Kolega mi opowiadał, że pobudowano jakąś sale koncertową na zadupiu, tylko dlatego, że urodził się tam jakiś muzyk i jubileuszowo wystawiono tam 1 koncert. Co więcej, te inwestycje kulturowe generują koszty, bo trzeba zatrudnić ciecia, biletera itd. itp.

      Usuń
    6. Mnie nie przekonuje pojęcie niezależnej polityki, tak jak ją rozumie ekipa miłościwie nam panujących, dla mnie dziś to jakaś idee fixe. Przystąpiliśmy do UE na pewnych warunkach i wystarczy tych warunków dotrzymać. To w jakimś sensie da się porównać do związku małżeńskiego (świeckiego), kontraktu, który się dotrzymuje. Jeśli nie, pozostaje rozwód, ze wszelkimi jego konsekwencjami, przy czym, dla mnie nie ulega wątpliwości, że to będzie rozwód ze szkodą dla nas.

      Szerzysz mit twierdząc, że „pewnie więcej wróciło”. Ekonomia pieniądza to obieg zamknięty, układ naczyń połączonych, który ostro reaguje na każdą próżnię. Tylko fantasta może twierdzić, że tę pomoc ktoś nam oferuje za darmo, lub, że światem rządzi altruizm. Niemniej ideą ekonomii jest ruch (obieg) pieniądza pod każdą postacią. Niestety, pieniądz, o ile mnie pamięć nie myli, wymyślili starożytnie Fenicjanie, więc już nie bardzo jest o to mieć do kogo pretensje.

      Sala koncertowa na zadupiu :) Cóż, jeśli ktoś miał taki kaprys i do tego pieniądze, nie każ mi się za niego tłumaczyć. Gdyby nie idiotyczne pomysły, pewnie żylibyśmy dziś w raju. Ale mimo wszystko, czy zadupie na salę koncertową nie zasługuje? Mieszkam na zadupiu i wiem jak takie inwestycje są wykorzystywane. To nie tylko pilnujący cieć. Nie wszystkie dobra, szczególnie kulturowe, można przeliczyć na konkretne zyski. Wszyscy płacimy podatki, między innymi na takie dobra.

      Usuń
    7. Mnie też nie przekonuje w ich wykonaniu, ale czy lepsze jest kiwanie głową w jednym kierunku, góra - dół. Kto potrzebuje Polski w Europie?
      Ale obrona abstrakcyjnych wartości Cię przekonuje. To dopiero idee fixe, "obrona demokracji" :)
      Owszem, wstąpiliśmy na pewnych warunkach. Jakoś nie pamiętam, żeby warunkiem było rujnowanie przemysłu i ustawianie go pod potrzeby zachodnich firm.

      Ja szerzę mit, który potwierdzasz, mówiąc że pomoc nie jest za darmo. Czyli skoro nie altruizm, to co? A, reakcje ekonomiczne... Tylko na jaki efekt obliczone?

      Miał kaprys, pieniądze były z Unii, nie z podatków.

      Usuń
    8. O jakim Ty kiwaniu głowy piszesz? Jeśli ktoś Ci pomaga na odpowiednich warunkach, które przyjąłeś, będziesz mówił „nie”?! Po co Europie Polska? Brutalnie rzecz ujmując, jako rynek zbytu, choć na zasadzie popytu i podaży. Pisząc o zrujnowanej gospodarce wpisujesz się w propagandę PIS-u. Zrujnowano to, co generowało straty, dla mnie to jest oczywiste i prawidłowe.

      Altruizm sprawdza się tylko w przytułkach dla nieuleczalnie chorych. Ja nie chcę nawet przyjąć do wiadomości, że Polska już jest w takim stadium. Jest chora, ale rokuje nadzieję. Nie wszystkie operacje są bezbolesne na każdym etapie leczenia.

      Jeśli bym uznał demokrację za idee fixe pozostawałoby mi się udać na wygnanie do Iranu, lub zaciągnąć w szeregi ISIS. Nigdy nie twierdziłem, że demokracja jest systemem idealnym, ale na dziś nie ma lepszego z perspektywy szarego obywatela. A mnie, będącego po części egoistą, nie stać na inną perspektywę. Wszystko będę mierzył miarą własnych korzyści.

      Pisząc o podatkach miałem na myśli użytkowanie, nie samą inwestycję.

      Usuń
  4. Mnie najbardziej irytuje ciągłe,
    przewlekłe zadufanie niektórych polityków...
    Jak kończą ci, którzy wybierają się z motyką
    na księżyc - znamy z historii...
    Spokojnego wieczoru (bez odrealnienia - hm...)!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech mi ktoś wytłumaczy jak powstała ta szalona różnica w obliczeniu uczestników marszu KOD-u? PiS Policja niedowidzi, czy "miasto" przez "poczwórne" okulary oglądało maszerujących.

    OdpowiedzUsuń
  6. Prognozowane przez OECD dla Polski w 2060 r. PKB na obywatela to 41,6 tys. dolarów, czyli prawie tyle, ile dzisiaj mają USA (w 2012 r. wynosiło ono tam 43 tys. dol.). Nie będziemy więc przymierać głodem. Problem polega jednak na tym, że w tym czasie inne kraje także będą zwiększać swoje bogactwo. I to znacznie szybciej, niż my. Dlatego, według analityków OECD, relatywnie zbiedniejemy. Obecnie mamy o ok. 50 proc. wyższe PKB na obywatela, niż średnia na świecie a w 2060 r. będziemy 6 proc. poniżej średniej. Inaczej mówiąc: ponad połowa ludzi na świecie będzie od nas bogatsza.

    Co więcej, relatywnie będziemy w gorszej sytuacji gospodarczej, niż byliśmy po prawie pół wieku PRL-u: w 1990 r. PKB Polski w przeliczeniu na obywatela, według parytetu siły nabywczej, było o 20 proc. wyższe od średniej światowej (Polska – 8182 dol., Świat – 6792 dol.). Z analizy OECD wynika także, że za pół wieku nie tylko nie dogonimy najbogatszych krajów świata, ale prześcigną nas kraje takie jak Meksyk, Turcja czy Chiny.

    To o tyle ważne, że jesteśmy obecnie prawie o połowę bogatsi od Meksykanów oraz Turków (PKB na obywatela w Meksyku to 13,1 tys. dol., w Turcji 13,6 tys. dol. a w Polsce 18,4 tys. dol.) ponad dwukrotnie od Chińczyków (PKB na obywatela Chin to 7,9 tys. USD). Co prawda, do tego nie rozwijamy się tak szybko jak Chiny, to wszyscy się zdążyli przyzwyczaić, ale dlaczego będziemy przegrywać także z Meksykiem czy Turcją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja tylko przypomnę, że w 1990 roku mieliśmy dołek w kryzysie, bo w porównaniu do czasów Gierka, wygląda ta przyszłość jeszcze fatalniej.

      Usuń
  7. A ja od siebie dodam: w analizach CIA przegramy nawet z Białorusią :) a były to analizy robione za czasów rządów PO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie uwagi. Pierwsza: uważam, że powoływanie się na fałszywe sukcesy PRL-u to jakieś nieporozumienie.
      Druga: Nie mam zaufania do żadnych prognoz długoterminowych, a ponieważ w dziedzinie gospodarki jestem właściwie laikiem, te prognozy w ogóle do mnie nie docierają. W notce piszę o rzeczach oczywistych, które widać, słychać i czuć. Daleki jestem, i o tym właśnie napisałem, od marzeń o Polsce jako potędze. To są mrzonki. Nie wszyscy mogą zostać liderami, a czy będą nimi Chiny, Meksyk czy Turcja – jakie to może mieć dla nas znaczenie, gdy teraz w ogóle zamykamy się na świat?

      Usuń
  8. Taaa> i ja marzyłam; śniłam "sny o potędze" kraju; a niektórzy to i nawet na tym zarabiali pisząc [za czasów PRL-u]artykuły w regionalnej gazecie. A ponieważ od dziecka byłam zaprawiona do ciężkiej pracy, to udało mi się odbić od dna biedy. Natomiast bardzo boli mnie ta klęcząca postawa narodu polskiego wobec naszych sąsiadów. Szkoda, wielka szkoda, że wciąż nie możemy poczuć swej godności, że tak ciężko wcielić słowa w czyn; " Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz....". Nie napawają optymizmem te demonstracje, ta ciągła walka i skakanie sobie do gardeł ogarniętych żądzą władzy.
    Po trupach do celu, a trupem będzie Ojczyzna. Smutne to i bardzo boli.; pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca Cię rozumiem. Nie podoba Ci się klęcząca postawa wobec sąsiadów, a nie razi Cię klęczący Prezydent przed kapłanem wręczającym mu jakieś relikwie św. Boboli (sic?!). My od sąsiadów dostajemy konkretną pomoc, za którą powinniśmy być wdzięczni, ale nikt od nas nie wymaga klęczenia, co najwyżej, wypełnienia zobowiązań, na które sami się zgodziliśmy. Kościół nie oferuje nic, a klęczenia (w dosłownym tego słowa znaczeniu) wymaga.

      Ulegasz propagandzie. Ile jeszcze razy będę musiał pisać, że KOD do władzy nie dąży? Można mu zarzucić, że wspiera partie opozycyjne, ale tylko w tym zakresie, który ogranicza się do sprzeciwu wobec zagrożenia demokracji. Nikt nikomu nie narzuca wyborów konkretnego ugrupowania politycznego. Nikt nikogo nie zmusi do popierania jedynie słusznej partii, bo takiej nie ma. To, że ten ruch ma dziś jednoznaczne zabarwienie antypisowskie jest tylko i wyłącznie winą PiS-u. To ta partia chce być uznawana za jedynie słuszną.

      Usuń