niedziela, 25 sierpnia 2019

Wesołe jest życie emeryta


  Ostatnio znalazłem artykulik opisują  pielgrzymkę do Częstochowy. Co może być dziwnego w takiej pielgrzymce? Niby nic a jednak, bo pielgrzymkę odbyła 95-letnia Włoszka, Emma Morosini. Pieszo i samotnie tysiąc (słownie: tysiąc) kilometrów! Wyznała, że jest szczęśliwa. Trochę się jej dziwię, ale i jednocześnie rozumiem. Mnie do jej wieku jeszcze coś tam brakuje, ale jak przejdę do przychodni jeden (słownie: jeden) kilometr bez bólu nóg, też jestem niemożebnie szczęśliwy, by nie napisać – wniebowzięty, co ateiście nie przystoi. Więc rozumiem jej szczęście, choć nie rozumiem, po co aż tak daleko?

  Mój ulubieniec, pan Kuźmiuk piesze w radosnej ekstazie, że już 50 tysięcy Polek dostaje matczyną emeryturę. Ta obowiązuje od marca. Oczywiście, nie wystarczy być matką  jednego, dwójki, a nawet trójki dzieci. Łapią się tylko te, które miały czworo i więcej dzieci. Nie żebym im zazdrościł, nawet jeśli nie zapłaciły ze swoich (nie)dochodów ani złotówki na emerytalny ZUS. W końcu facet jestem i tak bym się nie załapał. Tylko ja tej intencji ani sprawiedliwości społecznej nie rozumiem. Kobiety, w wieku powiedzmy balzakowskim, już raczej nie mają szans na taką gromadkę, zaś młode kobiety (zresztą nie tylko kobiety) o takiej emeryturze nie myślą. Co to dziś tysiąc złotych na życie, kiedy inflacja szaleje? Bardziej bulwersuje mnie ta sprawiedliwość społeczna. Bo czym się różni trud matki wychowującej jedno dziecko, tym bardziej wychowującej troje, od tej wychowującej czworo? Uważam, że ta pierwsza ma wręcz gorzej od pozostałych. Nigdy starsze dziecko nie przypilnuje młodszego, nigdy młodsze nie odziedziczy ubrań i zabawek po starszym. Wiem, wiem, tego się już dziś właściwie nie praktykuje, ale taka hulajnoga elektryczna, jedna na dwoje dzieci już ujdzie. Im więcej dzieci, tym łatwiej kupić. Ten próg czworga dzieci to pewnie Elbanowscy do spółki z Terlikowskimi wymyślili.

  Ostatnio było kilka protestów ulicznych, które wszyscy powinni sobie wziąć za wzór. Pewien reporter tak jedną demonstrację opisał: „Jak państwo widzicie, marsz odbywa się w sposób cichy i godny. Nie widać żadnych wulgarnych transparentów, ani kamieni w rękach demonstrantów i nie słychać żadnych gwizdów”. Wyjaśnię, to była demonstracja emerytów, którym mało tej minimalnej emerytury 1 100 zł brutto. Trochę mnie rozbawił ten reporter. Czyżby on oczekiwał, że emeryt, schorowany i wygłodniały, płyty chodnikowe lub bruk będzie wyrywał i jeszcze nimi rzucał? Nie chciałbym widzieć tej masakry. A jak ma jeden z drugim gwizdać, skoro ma sztuczne uzębienie? Dziwią mnie jednak i ci demonstrujący. Ki diabeł łazić po ulicach miasta, skoro i tak wszyscy mają to w głębokim poważaniu, nie lepiej na tę pielgrzymkę do Częstochowy? Nawet ci z Rzeszowa mają dużo bliżej niż ta Włoszka Emma z Rzymu. Na Jasnej Górze przynajmniej cuda się dzieją i nadwyżki z tej minimalnej emerytury na wota dla Najświętszej Panienki można zostawić. Przy okazji można zabrać wnuki, matkom czworga i więcej dzieci choć na parę dni będzie lżej.

  Na początku tygodnia oglądałem TVN, ale nie afera Piebiaka mnie zdumiała. Emerytka się skarży, że przez dobę czeka na SORze (w Warszawie!) i mogłaby czekać dłużej, ale nikt nie pomyślał, aby dać jej jakiś posiłek. Pal licho tę chorobę, która ją do SOR-u przymusiła, ale dobowa warta na korytarzu bez żarcia i picia, to już zgroza! A wszystko przez to, że w szpitalach miejsc nie ma. Właściwie są, ale nie ma lekarzy i pielęgniarek. Cwaniacy wykształceni na nasz koszt, a na Zachód wypieprzają. Na nic słowa marszałka Karczewskiego by dla idei pracowali. Przecież on też dla idei pracuje. Za trzydzieści tysięcy miesięcznie. Plus nagrody, wynajęta wypasiona willa, darmowe żarcie i podróże samolotem. Powoli zaczynam rozumieć tę politykę z emerytami, nie tylko w SOR-ach. Za długo żyją. Powinien działać ten sam schemat, co przy matkach, czyli trzeba ustanowić jakieś kryterium. I tym kryterium byłaby coroczna piesza pielgrzymka, minimum cztery setki kilometrów (jak czworo dzieci). Przejdziesz, i miejsce w szpitalu będzie, i trzynasta emerytura na leki. Sito jak się patrzy i ideologicznie poprawni by się tylko zostali.

  Niedawno usłyszałem pewien stary emerycki dowcip. Emerytowany, uznany profesor, spec od reformy zdrowia zachorzał i poddano go bez kolejki serii specjalistycznych badań. W końcu to celebryta. Lekarz przegląda wyniki tych badań i z powagą w głosie oznajmia:
- Mam dla pana dwie wiadomości. Dobrą i złą. Od której zacząć?
- Od dobrej.
- Nadamy naszemu szpitalowi pana imię... 


  Najlepszy dowcip usłyszałem wczoraj, choć niezwiązany z emerytami. Premier Morawiecki mówi na konwencji PiS, że dziś to najlepszy czas dla Polski (sic!) Tymczasem afera wokół sędziów Ziobry zatacza coraz szersze kręgi, inflacja wciąż rośnie, a gospodarka zaczyna hamować. Nawet Trump chce skrócić wizytę w Polsce do niezbędnego minimum. Może czas na emeryturę Panie Premierze? Młody pan, ale ja bym nie miał nic przeciw, może wtedy przejrzy pan na oczy.

 

środa, 21 sierpnia 2019

Nie pozwolę szkalować mojego dobrego imienia


  Tak miał oznajmić wiceminister Łukasz Piebiak podając się do dymisji, aby chronić dobre imię „dobrej zmiany” w nadchodzących wyborach. Teraz czekam aż premier Mateusz Morawiecki po przyjęciu tej dymisji, da mu na odchodne naręcze kwiatów w podzięce za nieprzeciętne oddanie dla dobra sprawy. Im się to po prostu należy.

  W krótkim czasie drugi polityk PiS podaje się do dymisji. O ile ta pierwsza, Kuchcińskiego, dotyczyła tylko prywaty, co w niczym go nie usprawiedliwia, ta druga pokazuje prawdziwe, bolszewickie oblicze nie tylko partii rządzącej ile samego rządu. Minister Ziobro, bezpośredni przełożony Piebiaka zapadł się pod ziemię i pewnie teraz kombinuje jakie wydać oświadczenie, aby się wybielić. Niech mi dziób rozerwie, jeśli Ziobro nie wiedział, co robi jego pierwszy podwładny, więc cokolwiek oświadczy, będzie to wierutne kłamstwo. Premier Morawiecki może udawać, że o niczym nie wiedział, ale to jest tym bardziej powód do tego, aby również podał się do dymisji. Co to za szef rządu, którego podwładni robią, co chcą bez jego wiedzy? Taaak, ale premier bardziej jest zainteresowany wyborami do Sejmu i wymyślaniem nowych kłamstw na temat wielkości i sukcesów „dobrej zmiany”, aby móc panować nad tym, co się dzieje w jego rządzie.

  Teraz, w związku z aferą Piebiaka, innego wymiaru nabiera sprawa „afery podkarpackiej”. Przyznaję, że choć  jestem wrogiem PiS, patrzyłem na nią sceptycznie. Seria kilku samobójstw, luźno powiązanych z tą aferą, wydawała się być tak niewiarygodna, że wręcz porównywałem ją do „spiskowej teorii dziejów”. Po aferze z Piebiakiem, mój sceptycyzm stopniał, choć jeszcze niczego nie przesądzam. Dalej nie chcę wierzyć, że pisizm byłby w stanie posunąć się do takich metod. Tyle, że PiS robi wszystko, abym ja w swojej ocenie tej partii przestał być racjonalny. Na prorządowym portalu wPolityce.pl jest „sucha” informacja o dymisji, co nawet mnie zdumiewa, i pod nią komentarze, które na ministerstwie sprawiedliwości nie pozostawiają suchej nitki.

  Dymisja Piebiaka nie zamyka sprawy jakby chciał Pinokio, bo ta przypomina słynną Watergate. Warto zapytać, gdzie jest teraz prokuratura, nota bene zależna od ministra Ziobry? Skąd bowiem hejt na użytek tejże prokuratury, a skierowany przeciw sędziom? Pod koniec listopada 2017 roku(?!) krążyła wieść, że pisowska młodzież jest zganiana na salę konferencyjną, gdzie wręczane są im telefony i podane hejterskie teksty do ekspedycji. Wtedy to można było uznać za fake news, dziś to już nie jest takie pewne. Przyznam szczerze, nie sądziłem, że można upaść tak nisko.

  Niestety już pojawiają się głosy, które próbują usprawiedliwić te bolszewickie metody (patrz: Wiadomości TVPiS). Uprzedzę więc pewien znany i popularny schemat: a u was biją murzynów:
- 2015 – dobra zmiana;
- 2017 – co prawda też mamy afery, ale mniej niż za PO;
- 2019 – przecież za PO też zdarzały się czasem afery...



poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Obronimy Polskę i polską rodzinę!


  Czytam o tym co było w Stalowej Woli, mateczniku PiS: „Są dziś w naszym kraju tacy, którzy chcą się wedrzeć do naszych rodzin, szkół, przedszkoli, do naszego życia, którzy chcą odebrać nam naszą kulturę, wolność, prawa, atakują nasze świętości, atakują Kościół. Chcą to, co dla nas jest normalnością, zostało podważone, żeby zwykłe pójście w niedzielę do Kościoła było problemem” – przyznam szczerze, ze oczy ze zdumienia zrobiły mi się kwadratowe po lekturze tych zdań, wypowiedzianych przez nieformalnego naczelnika Najjaśniejszej. Kolejny, który ewidentnie... oczadział(?)

  Jeśli w tym kraju szerzy się jakaś zaraza, to tylko ta kreowana przez PiS i Kościół. Abp Jędraszewski nią zaraża, o czym tenże nieformalny naczelnik solennie zapewnia. Ja rozumiem – są wybory – i PiS idzie na całość. Już nam nie zagrażają uchodźcy jak przed czterema laty, więc trzeba nowego wroga, ale dlaczego wyimaginowanego? Skąd on to wytrzasnął, że ktoś komuś będzie robił problem z chodzeniem do kościoła? Jemu nawet nikt wolności nie zabierze, bo on przecież za nic nie odpowiada. Może za rozniecanie nienawiści, ale tego nie sposób udowodnić skoro nie istnieje wyimaginowany wróg. Problem w tym, że to przybiera coraz bardziej niebezpieczny charakter. Teraz każdego, kto nie z kaczorem, albo nie z arcybiskupem można oskarżyć o wszystko, łącznie z oskarżeniem o zdradę kraju, bo tego chce demokratyczna mniejszość oczadziałych oszołomów.  Ich racje są ponad wszystko, nawet ponad zdrowy rozsądek. Lud Boży żąda krwi i już nie tylko w przenośni.

  Oto czytam na niszowym portalu: „Prawo do posiadania broni – to prawo wszystkich Polaków” i niech nikogo nie zmyli owo „wszystkich”. Premier Morawiecki na urodzinach dyr. Rydzyka dokładnie sprecyzował, kto jest prawdziwym Polakiem. Czytam dalej: „Skoro więc Pismo Św. jest autorytetem w każdej sferze życia, a Jezus jest Panem, to powinniśmy odwołać się do Jego Słowa, które jest standardem stojącym ponad naszymi osobistymi preferencjami. Brak broni nie jest grzechem. Biblia nakazuje karać rzeczywistych, nie zaś potencjalnych przestępców. Dlatego Boże Prawo nigdy nie zakazywało posiadania broni. Bóg czyni nas istotami wolnymi i odpowiedzialnymi”. To się doskonale wpisuje w narrację Kaczyńskiego i Jędraszewskiego. W tym miejscu zawołam: niech Bóg nas chroni przed tymi istotami, rzekomo wolnymi i odpowiedzialnymi! W kraju nad Wisłą nastanie Dziki Zachód, gdzie jedynym prawem będzie Biblia, a wszystko, co niemile Bogu będzie spieprzać wszędzie, nawet za Ural, jeśli zdoła ujść krucjacie.

  Jeśli dziś Kaczyński lub Jędraszewski mówią, że chcą naszego dobra, to ja machinalnie chowam swoje co cenniejsze rzeczy, i będę się modlił o sklerozę, abym nigdy nikomu nie mógł na torturach wskazać tego miejsca.
Gdy Kaczyński będzie udzielał wywiadu z okazji swojej setnej rocznicy urodzin, zapytany o swój największy sukces odpowie:
- Nie mam dziś ani jednego wroga.
- Jak się to panu udało?
- Wszyscy uciekli...


piątek, 16 sierpnia 2019

Nie przenoście nam stolicy do Katowic


  Od dawna posądzałem ortodoksję religijną o to, że sieje spustoszenie w mózgu. Teraz mam już dowód i tylko proszę mi nie wmawiać, że to efekt demencji starczej. Nie mam na myśli siebie, a abp Jędraszewskiego. Znów zabłysnął z okazji święta Wniebowzięcia NMP. Święta kontrowersyjnego, gdyż w żadnej Księdze Nowego Testamentu nie ma o tym fakcie najmniejszej wzmianki. Oni sami sobie to wymyślili, choć nie wyjaśnili, czy Ona w ten kosmos (bo tam umieszcza się niebo) żywa, czy już martwa?

  No dobrze, zostawmy ten kosmos na boku, niebo to niebo, tylko dalej nie wiadomo, po co Matce Bożej, sorry, Gaździnie z Podhala potrzebne tam ciało, skoro wszyscy inni (święci?) i aniołowie, o Bogu nie wspominając, są niematerialni? Ktoś mi tłumaczył, że Jezus też do nieba udał się w ludzkim ciele, co jest kompletnie bez sensu, bo przecież nie byłby wtedy Bogiem, skoro Bóg jest niematerialny. Jest jeszcze inne wytłumaczenie, już bardziej sensowne – to wierni chcieli by Matka Boska znalazła się w niebie w swoim ziemskim ciele. I Pius XII w 1950 roku się na to zgodził (sic!). Zabawne, prawie dwa tysiące lat po fakcie, dosłano do nieba Jej ciało. Nie ma się co dziwić, poczta czasami jest strasznie opieszała.

  Wróćmy jednak do arcybiskupa, który w związku z tym świętem, a raczej ich nawałą (jeszcze rocznica „Cudu nad Wisła”) kompletnie oczadział. Ja pominę pewne szczegóły tej homilii, aby za bardzo nie obrażać nie tyle arcybiskupa, ile wiernych w milczeniu słuchających baśni i bajek. Ja odniosę się do tej zlepki zdań: „Dzisiaj, gromadzimy się wokół naszej Pani, Gaździny Podhala, w Jej święto zwycięstwa, mając świadomość, że stoi przed nami kolejne niebezpieczeństwo (…) odnoszące się do ideologii, która chce zawładnąć naszymi sumieniami, sercami i umysłami. Wymierzona jest najpierw w Boga – jest to ideologia ateistyczna, która jednocześnie kwestionuje prawdę o człowieku, stworzonym na obraz Boga i Boże podobieństwo, jako kobieta i mężczyzna”. I wszystko jasne. Tęczowa zaraza wzięła się z ateizmu! Miał ktoś wątpliwości? Ateizm nie tylko kwestionuje istnienie Boga, ale przede wszystkim godność człowieka i pozbawia wiernych Kościoła nadziei na zbawienie wieczne. Jak to arcybiskupie? Przecież macie swojego ks. Skorupkę, kapelana wojskowego, który w dniu swojej śmierci poprowadził zastępy młodych do zwycięstwa nad bolszewikami z krzyżem w ręku. Tak przynajmniej głosi legenda (de facto zginął od przypadkowej kuli, gdy udzielał namaszczenia poległym). Pisząc w czasie teraźniejszym mam na myśli 15-latka Jakubka, który wprawdzie ma dopiero zadatki na kapelana, ale zawsze to coś... Na pewno obroni święty Kościół katolicki.

  Jest też wezwanie do boju: „Nam nie wolno dopuścić do tego, by Maryja przestała być naszą Matką i Królową. Nie możemy się zgodzić, by nie dzierżyła berła, wskazującego na to, że jest naszą Panią i przewodniczką do nieba. Nie możemy się na to zgodzić przez milczenie, brak odwagi, koniunkturalizm i konformizm, dla „świętego spokoju”. Zmaganie smoka z nami trwa i nie możemy być bierni!”. To jakby wołanie o pospolite ruszenie. Teraz pewnie intensywnie ruszy produkcja krzyży i różańców. Wojsko, czołgi, armaty i samoloty już mają, o czym zapewnił premier Morawiecki przed defiladą w Katowicach: „Dzisiejszy wróg czasami nie staje z otwartą przyłbicą, czasami są to zagrożenia hybrydowe [zaraza tęczowa, gender i ateizm? – pytanie moje]. Niech Bóg ma w opiece Polskę, polską armię i polskiego żołnierza”. I znów po plecach przeszły mi ciary...

  Tak przy okazji tej defilady w Katowicach delikatnie sparafrazuję słowa pewnej piosenki:
 
„Wielkie nieba, co ja słyszę
wielkie nieba, co się śni
wstaję rano, prędko piszę
krótki refren, zdania trzy.
Nie przenoście nam stolicy do Katowic
chociaż tak lubicie wracać do symboli
bo się zaraz tutaj zjawią
butne miny, święte słowa
i głupota, która aż naprawdę boli”

czwartek, 15 sierpnia 2019

Poderżnięto kukłę


  Aby nie było, że jestem ślepy, że widzę tylko nieprawość po konserwatywno-katolickiej stronie, napiszę już we wstępie: „wyczyn” podczas wyborów „Mr. Gay Poland 2019” był ohydny, porównywalny ze spaleniem kukły Żyda, czy też obijaniem kijami innej kukły przez dzieci. To niczemu nie służy, nawet jeśli potraktujemy go tylko w kategoriach teatralnego gestu wobec abp Jędraszewskiego w ramach rewanżu za „tęczową zarazę”.

  Komisja Episkopatu Polski wydała oświadczenie, z którego przytoczę tylko dwa kontrowersyjne zdania: „Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego1. I tu mam mieszane uczucia. Bo ja bym się pod tymi zdaniami podpisał obiema rękoma, gdyby były rzeczywiście prawdziwe. To prawda, Kościół potępił spalenie kukły Żyda, ale jednocześnie ustami abp Jędraszewskiego nienawiść do narodu żydowskiego podsyca, że przypomnę wpadkę z cytowaniem przedwojennej fałszywki na temat Żydów. Tylko, co ma piernik do wiatraka? Odłóżmy jednak Żydów na bok, po przecież w geście podrzynania gardła kukle tegoż arcybiskupa nie o nich chodziło. Ten haniebny incydent jest skutkiem podżegania do nienawiści wobec osób LGBT, choć hierarchowie zasłaniają się rzekomą ideologią LGBT, co zakrawa wręcz na kpinę. Z tym, że ja znów podkreślę – jestem tym incydentem oburzony.

  Jest takie porzekadło: kto jaką bronią wojuje, od takiej ginie, i ewidentnie tu się sprawdziło. Nie tylko abp Jędraszewski wzniecał nienawiść wobec osób LGBT, wspomagali go licznie inni,  samych wiernych nie wykluczając, efekt był do przewidzenia – nastąpiła eskalacja nienawiści po drugiej stronie. I dobrze, że Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar sprawą incydentu na „Mr. Gay Poland 2019” postanowił zająć się z urzędu. Na pewno nie będzie mi żal tego faceta, jeśli dostanie surowszy wyrok niż Piotr Ryba, bo z takimi ekscesami należałoby wreszcie raz na zawsze skończyć. Pozostaje jednak pytanie jak zakończyć propagowanie nienawiści wobec osób, którym nie po drodze z hierarchami Kościoła katolickiego?

  Przy okazji wyszło na jaw, że człowiek, który ranił księdza w Szczecinie to ten sam, który wcześniej wysyłał groźby śmierci Prezydentowi tego miasta, więc to nie do końca tak, że ten napad powodowany był nienawiścią do Kościoła i kleru, a co sugerowali niemal wszyscy katolicy. Nim inspirowało zabójstwo Prezydenta w Gdańsku. Rodzi się więc pytanie, kto stoi za eskalacją nienawiści wszystkich do wszystkich? Nie odpowiem. Wydawać by się mogło, że jedyną instytucją, która byłaby w stanie zażegnać to zjawisko, powinien być właśnie Kościół katolicki. Nawet ja, któremu już daleko do idei tegoż Kościoła, przyklasnąłbym każdej inicjatywie, która miałaby w zamiarze ostudzić rozgrzane do czerwoności głowy, tymczasem do tej pory nie znam żadnej takiej, sensownej w działaniu. Bądźmy szczerzy, szturmy modlitewne, msze pokutne czy ekspiacje mają odwrotny skutek do zamierzonego, one nienawiść tylko potęgują. Nie tędy droga. Tu potrzeba merytorycznego dialogu, bez uciekania się do inwektyw, który doprowadzi do kompromisu. Tu nie pomoże stwierdzenie Leoni Pawlak: sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie, a taką postawę prezentuje dziś Episkopat. Owym granatem na wymuszenie tej sprawiedliwości jest dziś ślepe poparcie PiS-u, który gwarantuje, że Kościół będzie dalej prawnie nietykalny. To skończy się tym, że garstka nawiedzonych ortodoksów będzie decydować o losie wszystkich.

  Tyle, że Episkopat ma dziś przykład, czym się takie wymuszanie sprawiedliwości kończy. Dziś kukła, jutro może polać się prawdziwa krew, gdyż po drugiej stronie barykady są tacy sami oszołomi jak w Jego szeregach. Komunikat o tym wydarzeniu jest bez wątpienia zasadny, ale jeśli nie pójdzie za tym właściwie działanie, jeśli Episkopat sam nie uderzy się w pierś i nie uzna, że jest tak samo za tę nienawiść odpowiedzialny – daremny trud – to tylko pustosłowie.